Nudzi Cię Facebook? Czas na dwa radykalne kroki. Wartościowe materiały są w cenie


Wyrażaj w sieci opinię. Nawet jeśli będzie Cię to kosztować.


12 lutego 2016, 23:15 | 27 komentarzy | 14 646

Oddałem laptopa do serwisu. Poleżał kilka dni po czym otrzymałem przez telefon informację o możliwości odbioru sprzętu. Z perspektywy czasu widzę że to był najdroższy hotel dla mojej elektroniki jaki mogłem jej zafundować. Odbierałem Asusa kryjąc irytację, bo nie lubię się uzewnętrzniać. Po przygodzie z serwisem postanowiłem zostawić negatywny komentarz w Google Maps czyli w miejscu, z którego do nich trafiłem. Tamta opinia trochę mnie kosztowała.

Chciałbym Wam opowiedzieć o sytuacji jaka mnie spotkała. Tylko żeby była jasność, nie chodzi tu ani o mnie, ani o firmę, o której będę pisał. Było minęło, nie mam im za złe tego, co zrobili. Na pewno moja noga tam więcej nie postanie ale nie dlatego że się focham. Was chciałbym jedynie uczulić jak niektóre firmy mogą postępować i zachęcić do tego, aby bez względu na sposób w jaki ktoś dba o swój wizerunek w sieci wykazywać się zawsze profesjonalizmem.

Od początku

To już tradycja, że na przełomie grudnia/stycznia wylewam płyn na klawiaturę. W 2014 to był płyn do robienia baniek mydlanych, a w grudniu 2015 r. sok. Klawiatura działała aczkolwiek kleiła się tak, że nie dało się na niej pracować. Ponieważ terminy w pracy nie pozwalały na tydzień urlopu, dlatego zacząłem szukać serwisu, który ogarnie możliwie szybko temat.

Natrafiam na firmę X w Mapach Google. Jak nie trudno się domyślić przyjąłem za najważniejsze kryterium lokalizację. Zależało mi na tym, aby temat ogarnęli specjaliści, nie wiedziałem czy ciecz nie dostała się do środka i nie uszkodziła dysku, płyty głównej czy jeszcze czegoś. Na miejscu zostałem poinformowany, że w razie niezdecydowania się na naprawę będę musiał zapłacić 140 zł. Ile będzie kosztować naprawa? Nie wiadomo, okaże się po rozkręceniu komputera i sprawdzeniu go.

Elektrohotel

Kilka dni później dzwoni telefon. Komputer jest sprawdzony, nic się nie dostało do środka. Na moje szczęście wszystko zatrzymała klawiatura. Mogę podjąć decyzję o zabraniu sprzętu albo mogę poczekać na sprowadzenie części (używanej klawiatury wraz z górnym panelem). Przyjeżdżam jeszcze tego samego dnia. Dowiaduję się, że używana klawiatura będzie kosztować 410 zł. + założenie. Trochę drogo, ale w porządku. Nie miałem porównania, więc nawet nie drgnąłem powieką. Mogłem zostawić na kolejne kilka dni sprzęt albo go odebrać, zapłacić 140 zł., za jakiś czas wrócić i zostać potraktowanym ulgowo ze względu na pozostawione w serwisie pieniądze. Wybrałem drugą opcję.

Kiedy w swobodnej rozmowie wspomniałem serwisantowi, że zamierzam spróbować rozebrać sprzęt i przeczyścić plastikowe zaczepy spirytusem, dowiedziałem się że lepiej tego nie robić, bo to nic najprawdopodobniej nie da (tu pełna zgoda, spróbowałem i przez dzień było lepiej, a potem wszystko wróciło do stanu po zalaniu). Poza tym, jak mnie poinformowano, trochę soku dostało się na dysk, więc lepiej będzie jak nie będę sprzętu sam naprawiał. Tu zapaliła mi się pierwsza czerwona lampka. Jak to na dysk, skoro przed 2 godzinami zostałem poinformowany, że NIC się nie dostało do środka i całość się zatrzymała na klawiaturze (a dokładniej na folii pod, mniejsza o szczegóły). Druga czerwona lampka zaświeciła się, ba – zaczęła intensywnie migać – w momencie kiedy dowiedziałem się że i tak niektóre klawisze nie działają. Nie działają?! Przecież oddawałem sprzęt w pełni sprawny, każdy klawisz sprawdzałem i wszystkie działały. Zacinały się, powoli odciskały, ale komunikacja przy pomocy klawiatury przebiegała bez żadnych problemów. Tego było za dużo. Postanowiliśmy odpalić kompa na miejscu. Wszystkie klawisze działały. Spojrzałem z niezrozumieniem na serwisanta, zapakowałem sprzęt i odszedłem zniesmaczony całą sytuacją. Miałem tego dnia wrażenie że ewidentnie natrafiłem na kogoś, kto chce klienta zniechęcić do samodzielnych działań i zależy mu tylko na tym, aby klienta naciągnąć na jeszcze więcej kasy.

Odwet

Pamiętasz jak kiedyś zachęcałem Cię do pisania opinii po powrocie z urlopu? Podobne zdanie mam na temat usług. Dobre i złe opinie powinny być codziennością w sieci, czymś tak naturalnym jak „do widzenia” na pożegnanie. Znacznie ułatwiłoby to wybór najlepszej firmy i utrudniłoby działalność naciągaczom. Ponieważ moja opinia o firmie X była daleka od zadowolenia, dlatego napisałem opinię na Mapach Google.

Komentarz nie był w żadnym stopniu złośliwy czy obraźliwy. Dałem jedną gwiazdkę na pięć i napisałem, że firma pobiera opłatę 140 zł. kiedy podejmie się decyzje o nie naprawieniu sprzętu (bez względu na stopień złożoności diagnozy). Napisałem też o sprzecznych informacjach jakie otrzymałem. Zaznaczyłem na końcu, że nie polecam ich usług.

O sprawie zapomniałem na dobry miesiąc – do ostatniego poniedziałku. Okazało się, że moja firma otrzymała negatywną opinię. Napisał ją człowiek, który nie był moim klientem. Po sprawdzeniu okazało się, że autorem jest pracownik firmy X. Uświadomiłem sobie, że dostałem negatywny komentarz w ramach odwetu za moją opinię. Zdałem sobie sprawę jakie to jest słabe – krytykować biznes swoich klientów dlatego, że napisali prawdziwy komentarz o jakości obsługi. Jasne, że mój komentarz nie był im na rękę ale zawsze mi się wydawało, że inaczej wygląda radzenie sobie z sytuacjami kryzysowymi w sieci. Okazało się, że niektóre jednostki z sektora MŚP nie zawsze sobie radzą z tego typu nietypowymi sytuacjami.

Co w tej sytuacji zrobić?

Instynktownie wiedziałem co w tej sytuacji zrobić, ale patrząc na całą sprawę z dystansem widziałem oczami wyobraźni dwie drogi rozwiązania sporu:

  1. Zasypać firmę X negatywnymi opiniami w sieci czyli zrealizować samosąd.
  2. Sprostować komentarz wystawiony na profilu mojej firmy (napisać prawdę) i zadbać o pozytywny wizerunek w sieci.

Zawsze uważałem, że warto w takich sytuacjach zachowywać się do końca fair, a emocje zostawić obok. Dlatego właśnie odrzuciłem pierwszy scenariusz i zacząłem od sprostowania. Wyjaśniłem zasady funkcjonujące w mojej firmie (o których opiniujący nie mógł wiedzieć, bo przecież z moich usług nie korzystał), a także odniosłem się do moich obaw czy aby ten komentarz nie jest odwetem za negatywną opinię wystawioną przeze mnie pod adresem firmy X. Następnie poprosiłem kontrahentów i zaprzyjaźnione firmy o wyrażenie szczerych opinii na temat mojej firmy w sieci.

Być w porządku

Ta cała sytuacja nauczyła mnie kilku rzeczy. Po pierwsze tego aby bez względu na wszystko pisać prawdę. Zarówno o sobie jak i o innych. Gorzka prawda może ostrzec kogoś przed wątpliwej jakości usługami, a „słodka” może zachęcić do współpracy. Opinie w sieci pomagają zorientować się czy osoba do której trafimy jest profesjonalistą. Po drugie – dzięki tej sytuacji upewniłem się, że na moich klientów mogę zawsze liczyć. Tylu pozytywnych słów na temat mojej działalności dawno nie przeczytałem. Cieszę się że to, czym na co dzień się zajmuje, jest oceniane jako wartościowe. Bardzo Wam dziękuję za docenienie. Róbmy w dalszym ciągu wartościowe projekty. Działajmy tak, aby to co wychodzi spod naszych klawiatur było najwyższej jakości. I przy okazji miejmy z naszej pracy dużo frajdy.

Jeśli znalazłeś jakąś literówkę, daj mi o tym znać poprzez zaznaczenie tekstu i wciśnięcie kombinacji Ctrl+Enter.

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli dołączysz do mnie na Facebooku!

Kamil Lipiński – przedsiębiorca, bloger, projektant stron www, założyciel Mocnej Grupy Blogerów oraz człowiek, który ma wielką nadzieję na to, że można się czegoś sensownego o WordPressie dowiedzieć w 500 sekund.
Wierzący (bynajmniej nie w technologię) geek.
  • Per saldo serwis wyszedł in minus, bo teraz wiem o kogo chodzi.
    Jednak przysłowie „milczenie jest złotem” to szczera prawda.

    W takim razie i ja zbiorę się do opisania moich przygód z pewnym sklepem internetowym i ich „prokliencką postawą” :)

    • Opisuj! Zarówno te pozytywne jak i negatywne. :)
      Domyślam się w jaki sposób ich znalazłeś. Celowo nie pisałem nazwy ich firmy żeby się w Google nie pojawiła opinia o ich firmie z mojego bloga. Stwierdziłem że jeden negatyw wystarczy, nie mam zamiaru iść z nimi na wojnę.

  • Zachowanie firmy to zupełna dziecinada i kompletny brak profesjonalizmu. Nie wiem, na co liczyli, że podkulisz ogon i napiszesz, że się pomyliłeś. Masakra. Zamiast wziąć negatywną opinię na klatę i wyciągnąć z niej w nioski, to urządzają takie komentarzowe przepychanki.

    • Mogliby się ze mną nie zgadzać, bo przecież z ich strony mogłaby się ta sprawa różnić w detalach. Wystarczyłoby wtedy wyjaśnienie całej sprawy pod moją opinią. Bezpośredni kontakt też byłby lepszy aniżeli rzucanie w kogoś błotem. Wybrali inną drogę. Trochę szkoda, ale co zrobić.

  • Bardzo niefajne zachowanie. To tak samo jak na blogu skomentuje się gdzieś niepochlebnie i nagle blog zalewa fala nieprzychylnych komentarzy od autorki i jej koleżanek. Dosyć szczeniackie zachowanie, nic nie wnoszące do sprawy, ale może firma X wyciągnie z tego wnioski.

    • Kiedyś uczono czegoś takiego jak „netykieta”. Przydałaby się powtórka tych czasów.

  • Ja bym powiedziała że zachowali się bardzo dziecinnie. Cóż taka „fachowa” pomoc to i takie zachowanie. Postąpiłeś właściwie, i tylko to się liczy. ps a cena z kosmosu!

    • Odnośnie ceny – sugerowali że używana będzie kosztować 400 + robocizna. W ciągu godziny znalazłem firmę gdzie założyli mi nową za 200 zł. (klawiatura i górny panel) + 50 zł. wymiana. Jest różnica, tym bardziej że tam była używana, a tu nowa połowę taniej.

  • Drogo kosztowała naprawa. Swoją tak starannie czyściłem, że przerwałem łączenia. Nowa na alle… kosztowała 70 zł. Wymieniłem sam. Też Asus.
    Jestem ciekawy, czy firma pokusiła się odwecie pójść drogą, którą wybrałeś. Byłby wyznacznik klientów, czy są rzeczywiście „fachowcami”

    • Cóż, taki model Asusa. Na Allegro za samą klawę też kilka dych, no ale ten górny panel spawany z klawiaturą (w moim przypadku) trochę wyniósł.

  • mega słabe zachowanie ze strony tej firmy ;/ niestety, z tego co widzę dosyć często spotykane. Oby jak najmniej na naszej drodze takich „profesjonalistów” w przyszłości

  • Serwis faktycznie niefajny, a zachowanie coraz częściej spotykane. Nie mam pojęcia po co np. negatywne komentarze na Allegro skoro potem dostaję odwet mimo iż z mojej strony wszystko było ok, albo straszą mnie jakimś sądem. Więc teraz jak coś mi nie pasuje to piszę neutralne z opisami całej sytuacji..

    • Mnie kiedyś spotkała na Allegro jeszcze głupsza sytuacja. Kupiłam książkę, czekałam, aż przyjdzie. Nie przyszła (biegałam w tamtym okresie codziennie na pocztę). W końcu po miesiącu napisałam do sprzedawcy, że proszę o tę książkę lub zwrot pieniędzy, a w razie braku odpowiedzi skontaktuję się w tej sprawie z Allegro (czyli rutynowa sytuacja). Odpisali mi bez żadnego powitania w dość bezczelnym tonie, że dlaczego ja paczki nie odebrałam. I naraziłam firmę na wymierne koszta w wysokości 9 złotych za przesyłkę, którą musieli jeszcze raz zapłacić, bo paczka wróciła. Po dalszej wymianie maili zaczęli mi grozić prawnikiem, już dzwonili i mogę spodziewać się pozwu. O zniesławienie, bo rzekomo obraziłam ich firmę w mailach, naraziłam na wymierne koszta i groziłam (z tym pójściem do Allegro o rozwiązanie sporu). Uznałam, że osoba po drugiej stronie komputera ma coś z głową, napisałam, że ta sytuacja jest śmieszna i niech sobie zatrzymają tę książkę, nawet przeleję im te 9 zł wymiernych kosztów, ale nie chcę mieć już z nimi do czynienia. On mi na to, że widzi, że ta dyskusja nie ma sensu i żebyśmy dali sobie spokój. Książki do dziś nie otrzymałam. Komentarz sobie darowałam, bo na żadne pozwy nie miałam ochoty i nie wiedziałam nawet, co napisać. Ale ładnie mi zepsuł całą niedzielę. Do dziś trzymam tę korespondencję w razie, gdyby faktycznie jeszcze mu przyszło do głowy mnie pozwać. I to wszystko o łącznie 18 złotych (z wliczoną przesyłką). A skoro wysłał, to wystarczyło mi pokazać dowód nadania, zamiast mnie napadać, wtedy pokornie bym przyznała się do winy. Jednak w szoku, w jakim się znalazłam, nie wpadłam nawet na to, żeby o ów dowód poprosić…

      Nie rozumiem, dlaczego niektórzy sprzedawcy sobie po prostu nie darują. Skoro już sprzedają, niech robią to dobrze.

      • A gdybyś zgłosiła się do Allegro po zwrot wartości przedmiotu w ramach Programu Ochrony Kupujących to sprzedawca zostałby w jakiś sposób dodatkowo obciążony albo dostałby żółtą kartkę? Pytam bo nie wiem jak to wygląda, nigdy nie byłem zmuszony korzystać z tej ewentualności.

      • Niestety nie wiem, bo też nigdy tego nie musiałam zrobić. Poza wyżej opisaną sytuacją moje transakcje na Allegro zawsze przebiegały bezproblemowo.

      • Korzystałam z POK i dostałam zwrot (ok. 300zł za klocki LEGO, których nie dostałam). Trzeba tylko działać dość szybko bo są określone terminy. I zamieszania jest trochę – konieczne jest zgłoszenie sprawy na policji (co zajmuje sporo czasu). Jak już w końcu doczekałam się papierów z policji, sam zwrot od Allegro został „załatwiony” dość szybko.

  • eV

    Zdecydowanie!
    Słyszałam, że firmy często piszą komentarze sobie nawzajem – krytykują konkurencję, wychwalają siebie anonimowymi komentarzami. Nawet jeśli tak jest, to powinniśmy my, jako klienci, stanowić większość opinii o usługach. To naprawdę ułatwi znalezienie właściwej firmy w potrzebie.

    Współczuję całej sytuacji.

  • Bawi mnie takie zachowanie na poziomie… szkolnym. Chciałam napisać przedszkola czy piaskownicy, ale mając dziecko na tym etapie, nie zauważam jeszcze takich zachowań. Też jestem za szczerością i wybrałabym sprostowanie do takiej opinii. Miałam podobną sytuację na allegro.

  • Co za dziecinada. Gratuluję Ci zdrowego podejścia, szkoda sobie psuć nerwy na takie buractwo.

    A opiniowanie usług i zakupów uważam za bardzo ważne. Niestety, człowiek często nacina się np. na Allegro, bo okazuje się, że ludzie mają lęk przed wystawianiem negatywów. Kiedy było trzeba – wystawiałam, nawet jeśli potem musiałam użerać się z odwetem.

  • Całkiem się cenią jak na kogoś kto tylko rozkręcił kompa i posprawdzał czy działa… I jeszcze mają takie wysokie mniemanie o sobie. Podziwiam, bo mnie pewnie strasznie korciłoby takie odwetowe zalanie komentarzami złej firmy, choć wiem, że to dziecinada.

  • Kiedyś miałem podobną sytuację na Allegro. wystawiłem negatywny komentarz za ponad 1,5 miesięczne oczekiwanie na produkt i bardzo kiepski mailowy kontakt. Po dwóch dniach dostałem negatywny komentarz do tej samej transakcji a brzmiał on tak: „Negatyw za negatyw” :-). Miałem ochotę na litanię brzydkich słów i wyzwisk, ale po ochłonięciu doszedłem do wniosku, że to nic nie da i potencjalny kupujący widząc jakim językiem operuje mógłby się do mnie zniechęcić, bo nie zadałby sobie trudu na analizę całej sytuacji.

  • Sam nie tak dawno oddawałem w Lublinie mojego Dell’a do serwisu bo rozbiłem w nim matrycę. Zadzwoniłem, spytałem kiedy mogę podrzucić sprzęt. Na miejscu szybka diagnoza, wycena kosztów i przewidywanego czasu realizacji naprawy. W końcu decyzja naprawiamy czy nie. Bez zbędnych pierdół. Co do zakończenia zlecenia, zawsze gdy oddawałem do nich sprzęt, a było to już kilka razy gdy był do odbioru informowano mnie o tym SMSem lub rozmową telefoniczną. I tak powinien być załatwiany serwis elektroniki, a nie tak jak załatwiono Ciebie.

    • Cóż, niektóre firmy żyją w stolicy jak pączki w cieście. Laptop trafił po tym incydencie do innego serwisu gdzie podpowiedziano mi jaką klawiaturę i górny panel kupić na Allegro, w ciągu dwóch dni wymieniono klawiaturę, sprawdzono sprzęt, wgrano oprogramowanie antymalware (po znalezieniu złośliwego oprogramowania) i to wszystko za 1/4 kosztów, które zapowiadano w firmie X.

  • No to firma X faktycznie się nie popisała. Szkoda, bo lepiej by wyszli biorąc się za swoich pracowników niż wypisując wyssane opinie w odwecie…

  • sztomak

    Jak skontaktować się z autorem opinii na mapach Google ?

    • Można odpowiadać na opinie i przypuszczam że autor dostanie powiadomienie o odpowiedzi. Innej możliwości raczej nie ma, no chyba że do map można podpiąć konto Google+ i przy jego pomocy się z autorem kontaktować.

Subscribe without commenting




Instagram

Raport o literówce

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: