Pomagaj nawet kiedy wszystko się sypie + konkurs Jak dobrze znasz polską blogosferę? – quiz


Recenzja „Ateizmu urojonego” Sławomira Zatwardnickiego


07 grudnia 2013, 23:07 | 9 komentarzy | 10 565

Dwa tygodnie temu w skrzynce znalazłem przesyłkę z książką „Ateizm urojony”. Kiedy zacząłem ją czytać, uświadomiłem sobie, że to nie jest przypadek, że dotarła właśnie do mnie. Jak mówią w niektórych środowiskach: przypadki są tylko w gramatyce.

Ateizm współczesny czyli jak wygrać z wymyślonym przeciwnikiem

Kiedyś dużo czasu poświęcałem na rozmowy z osobami niewierzącymi. Postanowiłem któregoś razu sprawdzić jak rozumieją niektóre podstawowe dla katolików pojęcia. Poprosiłem aby na chwilę weszli w naszą skórę i napisali kim jest dla katolików: Bóg, grzech, Jezus Chrystus, zbawienie, Kościół, Słowo Boże, modlitwa, Sakramenty Święte i wiara. Na część z pytań odpowiedzieli katechizmowo (na to liczyłem), jednak szczególnie w przypadku rozumienia Jezusa, grzechu, Kościoła i wiary nie potrafili sobie poradzić z poprawną odpowiedzią. Zamiast tego zobaczyłem pokrzywiony obraz Syna Bożego, problemów z życiem w jedności z Bogiem, wspólnoty wierzących czy łaski którą otrzymują wierzący, a jednocześnie decyzji która wynika z osobistego spotkania z Bogiem. Ten sprawdzian utwierdził mnie w przekonaniu, że część ateistów (nie wszyscy) posiadają swój własny obraz Pana Boga, w którego wierzyć się nie da. Dlatego go odrzucają.

Po co to przywołuję przy tej okazji? Otóż autor książki „Ateizm urojony” ma bardzo podobne spostrzeżenia. Przeczytajcie:

Bo w gruncie rzeczy chodzi o to, żeby przede wszystkim pozwolić Bogu być sobą – nawet jeśli nie istnieje (jakkolwiek paradoksalnie to brzmi), i nawet jeśli miałoby to służyć tylko temu celowi, żeby walczyć z takim rzeczywistym Bogiem zamiast z ustawionym bożkiem. Na przykład „Dawkins wygrywa walkę z przeciwnikiem, którego sam sobie wymyślił. Nie jest to zbyt trudne ani nie wymaga wielkiej sprawności intelektualnej” Historia zatacza więc koło i znowu chrześcijanie są tymi, którzy bronią rozumu, tyle że kiedyś obronili go przed mitologicznymi wierzeniami, a dziś odpierają niewiarę zbyt przypominającą wiarę niepoddaną refleksji, by można ją było nazwać ateizmem.

Bóg ma poczucie humoru

Sławomir Zatwardnicki już w tytule swojej książki nawiązuje do książki Richarda Dawkinsa „Bóg urojony”. Jego polemika nie dotyczy jednak tylko najsłynniejszej książki Dawkinsa (czy może wszystkich publikacji brytyjskiego zoologa) ale także pozycji książkowych Christophera Hitchensa. Jeden z lewicowych agnostyków dla wygody opisywania zjawiska ateizmu postanowił połączyć oba nazwiska i wymyślił nazwę: „Ditchkins”. W książce Zatwardnickiego w opisach barbarzyńskiego „nowego ateizmu” znajdziemy zlepek imion „Rychu-Krzychu” albo w przypadku przekraczania przez tych autorów granicy śmieszności formę zdrobniałą: „Rysio-Krzysio”. Tego typu smaczków w książce jest znacznie więcej.

Autor chce w ten sposób przekonać nas o tym, że śmiertelnie czy raczej życiowo ważny spór między wierzącymi a niewierzącymi w sprawie istnienia czy nieistnienia Boga nie wymaga wcale śmiertelnej powagi ze strony spierających się. W każdym razie nie wypada chrześcijanom nie naśladować Boga niepozbawionego przecież humoru!

Przymus nawracania ateistów?

Autor „Ateizmu urojonego” odpowiedział na pytanie, które stawiałem sobie od kilku lat. Jak to jest z nawracaniem ateistów? Było dla mnie oczywiste, że nie można niczego robić wbrew drugiemu człowiekowi. Chociaż chciałbym, żeby Dobra Nowina dotarła i była przyjęta przez każdego, to jednak liczę się z tym, że skoro Bóg szanuje wolność człowieka, to i ja powinienem ją szanować. Tym bardziej, że Bóg radzi sobie świetnie ze zbawieniem człowieka bez naszej (katolików) pomocy. Tylko jak to się ma do misyjnego nakazu Jezusa? Czy każdy katolik nie jest posłany do świata aby głosić Ewangelię? Jest! Nie miałem wątpliwości, że jest posłany także do tych, którzy mogą go nie chcieć słuchać. Brakowało mi tylko przedstawienia odpowiednich proporcji. Zatwardnicki przypomniał, że specyfiką chrześcijanina jest życie w Bogu, obecność w świecie we wspólnocie wierzących, a dopiero w drugiej kolejności działanie. Oczywiście nie zmienia to naszej sytuacji – jesteśmy odpowiedzialni za drugiego człowieka, także tego który staje na naszej drodze, a który Boga nie poznał. Siłą nawracać nie musimy, ale też nie możemy milczeć, bo „kamienie krzyczeć będą”.

Jeśli zdamy sobie sprawę z tych wielkich planów (dotyczących przebóstwienia człowieka), oprzytomniejemy, przetrzemy oczy – ze zdziwienia i w odrzuceniu resztek sennych majaków. I zrozumiemy, że pozostawić niewierzących w ich śnie oznacza pozbawić ich tej niesamowitej przyszłości; a może w ogóle ograbić ich z przyszłości. Bo można pójść dalej i zadać sobie pytanie: czy wolno człowiekowi nie skorzystać z tak wielkiego powołania? Czy człowiekiem w pełni nie staje się człowiek, poddając się przebóstwieniu?

Służba prawdzie

Książka Sławomira Zatwardnickiego w większej części porusza temat agresywnego ateizmu, który współcześnie ma coraz więcej przestrzeni w których może się wypowiadać. Jednocześnie autor zauważa, że ateizm „w wersji soft” jest obecny w szkołach, uniwersytetach i zakładach pracy. Mówienie publicznie o Bogu, Jezusie, Sakramentach odbierane jest, łagodnie mówiąc, jako nietakt. Tego typu podejście do tematu wiary nie zwalnia nas z troski o prawdziwe postrzeganie rzeczywistości. Przykład? Proszę bardzo. Autor z jednej strony mocno krytykuje ateistów-scjentystów, którzy usiłują na bazie uprzednich założeń o poznaniu ograniczonym jedynie do naukowego nie są w stanie przyjąć możliwości, że inni ludzie nie redukują poszukiwania prawdy do tego, co się dla zbadać, i nie oznacza to dla nich zawieszenia rozumu; owszem, są przekonani, że postępują racjonalnie. Z drugiej zaś broni ich przed niesłusznymi oskarżeniami, jakoby człowiek bez Boga upodabniał się do zwierzęcia.

Zacząłem tekst od tego, że nie ma przypadków. Wierzcie lub nie, ale przed otrzymaniem „Ateizmu urojonego” zakupiłem w księgarni inną książkę tego samego autora. Nie miałem czasu jej przeczytać (w międzyczasie dostałem recenzencki egzemplarz z Wydawnictwa M) i choć zapowiada się bardzo obiecująco to nie będę jej Wam nieprzeczytanej rekomendował. Zamiast tego mogę polecić „Ateizm urojony”. Miejscami trudniejszy język w pełni zrekompensują przyprawione szczyptą dowcipu odpowiedzi. Jeśli szukacie chrześcijańskiej odpowiedzi na negację Boga to trafiliście na dobrą książkę. Nawet jeśli nie prowadzicie słownych potyczek z ateistami, to książka pomoże Wam odnaleźć się w świecie, w którym niewierzących nie brakuje.

Jeśli znalazłeś jakąś literówkę, daj mi o tym znać poprzez zaznaczenie tekstu i wciśnięcie kombinacji Ctrl+Enter.

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli dołączysz do mnie na Facebooku!

Kamil Lipiński – przedsiębiorca, bloger, projektant stron www, założyciel Mocnej Grupy Blogerów oraz człowiek, który ma wielką nadzieję na to, że można się czegoś sensownego o WordPressie dowiedzieć w 500 sekund.
Wierzący (bynajmniej nie w technologię) geek.
  • ewel hostynek

    hejt po niewierzacych?

  • Dzięki Kamil za recenzję. Właśnie szukam jakiejś sensownej pozycji, która nie mówiłaby tylko o marketingu i fotografii, ale która mogłaby poruszyć i wiarę i rozum zarazem.

    Co do Twoich obserwacji, to spotykam się z różnymi „rodzajami” ateizmu, począwszy od zwykłych postaw antyklerykalnych, przez nastoletnie bunty oraz zwyczajną bezrefleksyjność w tym temacie (nie myślę o tym, nie interesuje mnie to więc Bóg i Kościól są be), aż do przemyślanych wypowiedzi. Niestety tych ostatnich jest coraz mniej,a szkoda, bo wydaje mi się, że rozumny ateizm (konfrontacja z nim) w pewien sposób zmusza nas katolików do myślenia i „oczyszcza” pewne nasze postawy i próby „latania na jednym skrzydle”. Tak więc i Tobie i sobie życzę mądrych i oczyszczających konfrontacji, choć one bardziej prawdopodobne pewnie są w realu przy herbacie niż w necie. :)

  • Tomasz Nawrot

    Ciężko jest mi cokolwiek powiedzieć o osobach niewierzących, których jak napisałeś nie brakuje. Sam jednak jestem katolikiem, ale niepraktykującym. Książka według opisu i fragmentów wydaje się być czymś, co może obudzić w ludziach wiarę w Boga.

    • raj

      Lepiej nie, strach sie bac :D Powrot do sredniowiecza? Po tylu dowodach na przeplatanie sie mitow miedzy religiami, tyle falszerstw, zero dowodow na istnienie Jezusa itp id. Fanatycy religijni najpierw przeczytajcie biblie (ktorakolwiez z ok 400 wersji) dogadaj cie sie ze swoimi 14000 odlamow chrzescijanstwa przeczacymi sobie, a potem dyskutujcie o swojej religii.

      • Przecież Jezus jest postacią historyczną. Istnieją dowody, równiez bogaty materiał dowodowy pozabiblijny który pozwala dowiedzieć się więcej o Jezusie historycznym. Biblia też jest ciekawym materiałem który pozwala się o Nim wiele dowiedzieć. Czytałeś może?

        Czy jeśli chrześcijaństwo jest podzielone to automatycznie znaczy że nie możemy o naszej wierze rozmawiać? Chyba wlasnie wręcz przeciwnie. Bez rozmów o tożsamości katolików i rozmów z członkami różnych denominacji ciężko będzie o jedność.

  • Urojony bóg.

    Urojony bóg.

  • Max

    Czytam pierwsze dwa akapity i odnoszę wrażenie, że nie widzi Pan różnicy, między ateistami, agnostykami i antyklerykałami. Ateista (każdy- jeśli jest ateistą nie tylko agnostykiem) nie ma „obrazu boga”, bo on wie, że czegoś takiego nie ma, a przynajmniej nie przedstawiono najmniejszego dowodu na jego istnienie (do 12.01.2015, być może kiedyś to nastąpi). Ateista ma dowody na istnienie ewolucji i pochodzenie człowieka, więc dlaczego ma „wierzyć” komuś w istnienie boga?. Jest Pan młodym człowiekiem, który ma dostęp do niczym nieograniczonej wiedzy, dowodów pojawiających się na każdym kroku – ale wybiera Pan wiarę w byt, na którego istnienie nie ma nawet cienia dowodów i to Pański wybór. Ateista nie musi niczego udowadniać, to religie powinny coś udowodnić. Długa dyskusja, ale jeszcze raz zaznaczę ateista nie ma obrazu boga, bo jak można mieć obraz czegoś co nie istnieje?. No chyba że chodzi coś na kształt obrazu krasnoludków, czyli w tym przypadku dziadka z brodą?.

    • Bardzo dziękuję za komentarz, tym bardziej że faktycznie w pierwszym akapicie używam słów niewierzący i ateista zamiennie – być może niesłusznie ale nie chcę teraz tego zmieniać aby nie pozbawiać napisanego przez Pana komentarza sensu. Różnicę widzę, ale może użyłem niewystarczająco precyzyjnych słów. Tak czy inaczej – dziękuję za sugestię.

      Dwie sprawy sprostowania z mojej perspektywy odnośnie Pana komentarza:
      1) Nie zgadzam się z tym, że ateista nie musi się tłumaczyć, a człowiek wierzący musi. Wiara z mojego punktu widzenia nie pochodzi z rachowania intelektualnych dowodów na istnienie Boga. Chociaż rozumowe podejście jest szalenie ważne, to nie przeceniałbym zjawiska, które nazwałbym „doświadczeniem Boga”. Gdyby wiara katolicka (szerzej o chrześcijanach nie chcę się wypowiadać bo nie czuję się kompetentny) była oparta tylko i wyłącznie na rozumie to każda drobna wątpliwość zasiana przez ludzi katolicyzmowi nieżyczliwych mogłaby spowodować znaczny odpływ wiernych. Tak się jednak nie dzieje i Kościół już ponad 2000 lat trwa. Ja mam odpowiedź dlaczego tak się dzieje. Ciekaw jestem czy Pan zna odpowiedź na to pytanie.

      2) Co jeśli się by okazało, że niewierzący, którzy nie mają „obrazu Boga” w głowie są stworzeni na Jego obraz i podobieństwo?

  • DDT

    1) Nie zgadzam się z tym, że ateista nie musi się tłumaczyć, a człowiek wierzący musi. Wiara z mojego punktu widzenia nie pochodzi z rachowania intelektualnych dowodów na istnienie Boga.

    a) Ależ oczywiście że ateista nie musi się tłumaczyć, ponieważ nie ma z czego? Ma tłumaczyć się z braku wiary w coś co (na przykład przez szanownego pana) zostaje mu przedstawione bez najmniejszego dowodu?
    b) Nie ma czegoś takiego jak „intelektualne dowody istnienia boga”. Jeśli uważasz inaczej – proszę je przedstawić (choć nie ma to sensu bo wszystkie zostału już dawno obalone)
    c) Doświadczenie boga jest tak subiektywne, że nawet najmizerniejszy dowód brany z tegoż doświadczenia musi zostać odrzucony przez w miarę uczciwego badacza.
    d) Jeżeli nie wierzysz w (a) to proszę udowodnij nieistnienie zaawansowanej cywilizacji istot oddychających siarkowodorem, o trzynastu chwytnych odnóżach i trzech głowach w każdej z których znajduje się mózg, ale każdy jest odpowiedzialny za inne funkcje. Ja święcie wierzę że Oni istnieją i żyją na 7 planecie układu BungaBunga 400 milionów lat świetlnych stąd. Twierdzę że tak własnie jest i jeżeli to negujesz to najpierw mi udowodnij że tak nie jest, bo nie będę z Tobą rozmawiał, wyśmieję Cię publicznie, a na koniec walnę focha giganta jak żona po ostrej imprezie męża.

    2) Co jeśli się by okazało, że niewierzący, którzy nie mają „obrazu Boga” w głowie są stworzeni na Jego obraz i podobieństwo?

    A co by było, gdyby jednak się okazało ze to tylko ewolucja działająca przez eony? (Na co wskazuje miliard dowodów empirycznych przeciwko – chwila, liczę liczę, – tak, dokładnie ZERU dowodów na stworzenie człowieka na obraz i podobieństwo jakiegoś „boga”).

Subscribe without commenting




Instagram

Raport o literówce

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: