Nie pisz w swoim poście żebrolajkowych próśb bo stracisz zasięg. Czyżby? Facebook – marka Zuckerberga. A co jest Twoje?


Co porusza ludzi całego świata?


05 marca 2018, 09:32 | 6 komentarzy | 10 596

Mechanizmy rządzące serwisami społecznościowymi sprawiły, że siedzimy wewnątrz bańki informacyjnej, którą sami sobie nadmuchaliśmy. Banujemy tych, z którymi nam nie po drodze, obserwujemy tylko to co nas interesuje, nie dopuszczając do siebie innych informacji niż te oznaczone jako przez nas lubiane. W tej sytuacji każde wyjście poza strefę komfortu jest warte szczególnego odnotowania. Dziś chciałbym Wam pokazać proste w obsłudze narzędzie pozwalające na zobaczenie co porusza ludzi w Wielkiej Brytanii, jakie są nastroje w Syrii oraz co jest istotne dla statystycznego posługującego się społecznościówkami muzułmanina.

W sieci znaczna część z nas zachowuje ostrożność. Już dzieci w przedszkolu uczą się, że w internecie nie można podawać swoich prywatnych danych ani wysyłać obcym ludziom zdjęcia. Dobre nawyki i bezpieczeństwo to podstawa, ale odpowiednie podejście ludzi dorosłych i odpowiedzialnych do kwestii bezpieczeństwa jest również szalenie istotne, szczególnie w procesie zmieniania sieci w bardziej „ludzkie miejsce”. Coraz popularniejsze live’y oraz story, gdzie ktoś dzieli się skrawkami swojego życia sprawiają, że ten ktoś kogo znamy tylko on-line staje się dla nas bliski, choć dzielą nas kilometry światłowodu. Co więcej – my możemy stać się bliscy dla kogoś.

Snapmapa

Snapchat udostępnił nie tak dawno mapę, którą pozwala na obejrzenie snapów z dowolnego miejsca na świecie. Wszędzie tam, gdzie użytkownicy Snapchata dzielą się publicznie swoimi materiałami można znaleźć punkt na mapie i za pomocą jednego kliknięcia mieć przed oczami świat widziany oczami zupełnie innej osoby. Wyszukiwania można ograniczyć do swojego miasta i np. dowiedzieć się o popularnym koncercie, który umknął naszej uwadze, mimo iż miał miejsce zeszłego wieczoru w naszej okolicy. Możemy też zawędrować do innego miasta szukając podróżniczych inspiracji albo doświadczyć innej kultury czy języka.

Zobacz mapę pełną snapów   

Pamiętacie pierwsze z dumą wrzucane zdjęcia śniegu w listopadzie zeszłego roku? Śnieżyło wtedy na chyba wszystkich polskich Facebookowych wallach. Co prawda pięć miesięcy później mamy serdecznie dość zimy i odliczamy dni do kalendarzowej wiosny, ale to nie znaczy, że nasi sąsiedzi z zachodu nie doświadczali niedawno tego, co my w końcówce listopada.

W Brukseli, Londynie, Rzymie oraz wielu innych europejskich miastach spadł śnieg, a wraz z tym zaczęło „śnieżyć” na Snapchacie. Gdzieniegdzie białego puchu pojawiło się tyle, że spowodował – jak to ładnie napisała z przymrużeniem oka Mama w UK – „paraliż i kataklizm narodowy”. Przyglądałem się temu z dużym zainteresowaniem, bowiem wróciły do mnie zeszłoroczne wspomnienia z naszego kraju.

Wracając do samego narzędzia

Mapa Snapchata nie jest póki co bardzo popularna, bo i sam Snapchat jest popularny jedynie w określonych kręgach. Nie znaczy to, że nie znajdziemy filmów z naszego miasta. Owszem, pewnie znajdziemy, ale nie liczyłbym na to, że w ten sposób znajdziemy bratnią duszę z naszej ulicy albo dzielnicy. Aż tak bardzo popularny Snapchat nie jest (albo niechętnie dzielimy się w nim konkretnymi lokalizacjami).

Sam pomysł nanoszenia filmów na mapę jest genialny i można wyobrazić sobie jego potencjał podczas niecodziennego zdarzenia nawet w najdalszym zakątku świata, gdzie telewizja dociera dopiero po kilku godzinach, a naoczni świadkowie mogą do tego czasu przygotować wiele materiałów wideo albo wręcz na żywo transmitować to wydarzenie przy pomocy swojego telefonu. W telewizji przyszłości nie będziemy mieć kanałów tylko strumienie filmów z określonych miejsc albo nagrania podzielone tematycznie, ludzi którzy będą opowiadać to co widzą na bieżąco, bez dziennikarskiego przygotowania, komunikując się z odbiorcami tak, jak potrafią.

Rozwiązanie o którym Wam mówię to pieśń przyszłości, bowiem cały system raczkuje i nie jest pozbawiony wad. Na Snapmapie doskwiera chociażby brak filtrowania treści po określonym haśle, hashtagu albo selekcjonowania wydarzeń np. na codzienne nagrania, snapy z wydarzeń itp. Oczywiście warto odnotować, że materiały które tam znajdziemy nie są w żaden sposób wyselekcjonowane. Często są to nagrania spontaniczne, dotyczące błahostek. Może się okazać, że będą mało przydatne i zanim znajdziemy perełkę będziemy musieli się przekopać przez kilkadziesiąt nudnych profili. A mimo znalezienia wartościowych treści brak komentarza, który byłby swego rodzaju opisem szerszego kontekstu podawanej informacji bardzo doskwiera. W takich chwilach można zauważyć jak istotną pracą, jest dziennikarstwo.

Geolokalizacja w social media – przyszłość?

Czekam na moment, kiedy filmy będą mogły być w łatwy sposób podpinane do Map Google, a publikacja np. znikających filmów na YouTubie (wiem że takiego formatu tam nie ma, ale właściwie czemu ma go w niedalekiej przyszłości nie być?) nie będzie się wiązała z kilkuminutowym oczekiwaniem na upload filmu, ale będzie czymś bardziej instant.

Dzięki temu rozwiązaniu o wypadku drogowym dowiedzielibyśmy się nie tylko z komunikatu nawigacji Map Google, ale moglibyśmy podczas stania w korku zobaczyć na żywo co się stało, ile pasów ruchu jest zablokowanych. To pomogłoby oszacować swoje szanse na szybkie dotarcie tą trasą do punktu docelowego.

Kto wie czy w przyszłości obok pozycjonowania organicznego i wykupowania reklam nie będziemy mieli nowego zawodu polegającego na regularnym robieniu szumu w sieci, tworzenia ciągle nowych treści wideo i tym samym codziennego pozycjonowania restauracji albo sklepu na Mapie Google? Jestem bardzo ciekawy jak temat lokalizacji zostanie rozwiązany za rok lub dwa. Jak sądzicie, co się w tym czasie zmieni?

Jeśli znalazłeś jakąś literówkę, daj mi o tym znać poprzez zaznaczenie tekstu i wciśnięcie kombinacji Ctrl+Enter.

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli dołączysz do mnie na Facebooku!

Kamil Lipiński – przedsiębiorca, bloger, projektant stron www, założyciel Mocnej Grupy Blogerów oraz człowiek, który ma wielką nadzieję na to, że można się czegoś sensownego o WordPressie dowiedzieć w 500 sekund.
Wierzący (bynajmniej nie w technologię) geek.

Subscribe without commenting




Instagram

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: