Czytasz blogi? Poznaj techniki porządkujące wpisy Ścieżka przeszłości


Ortoterroryści są wśród nas


10 listopada 2013, 18:43 | 8 komentarzy | 6 905

Wszyscy dbamy o to, żeby pisać i mówić poprawną polszczyzną. Na najczęściej popełniane błędy jesteśmy wyczuleni niczym pit bull na nieproszonego gościa. Codziennie słyszymy: „Włanczać”, „cofać się do tyłu”, „w każdym bądź razie” i wszystko się w nas gotuje. Tylko czy przypadkiem wytykając innym błędy nie stajemy się ortoterrorystą?

Ortoterrorysta to osoba, z którą ciężko funkcjonować w jednej grupie. Możemy być pewni, że w jego towarzystwie każde słowo czy zwrot, którego błędnie użyjemy nie zostanie pozostawione bez komentarza. Pierwsza zasada ortoterrorysty brzmi: wytknąć błąd, bez względu na okoliczności.

Co prawda nazwa sugeruje, że chodzi tylko o błędy ortograficzne. Otóż nie, moi drodzy. Ortoterroryści mają Słownik Języka Polskiego w małym palcu i potrafią wytknąć każdą, nawet najbardziej „zakamuflowaną” pomyłkę.

Czy to źle, że są ludzie, którzy dbają o nasz rodzimy język? Oczywiście, że nie. Wszystko zależy od tego w jaki sposób zwracają uwagę na błędy językowe swoich rozmówców. Jeśli walą poprawną formą jak obuchem w łeb – wtedy może i pozostają hiperortodoksyjni językowo, ale zapominają o zasadach właściwego zachowania w towarzystwie.

Ortoterroryści są wśród nas. Każdy ma go w sobie. Odnoszę wrażenie, że kiedy usiłujemy wyłapywać błędy innych, wtedy przestajemy zwracać uwagę na znaczenie wypowiedzi naszego rozmówcy. Jesteśmy zafiksowani na punkcie poprawności językowej i ma to wpływ na rozumienie tego, co w danej chwili słyszymy. A przyznacie, że chociaż poprawna polszczyzna jest bardzo ważna, to przekaz jest najważniejszy. Jestem daleki od przekonywania kogokolwiek, aby mówił tak jak chce, byle był rozumiany. Nie! O poprawną wymowę i pisownię trzeba dbać. Najlepiej dbać mądrze i kreatywnie, chociażby jak Paulina prowadząca kanał na YouTube „Mówiąc inaczej”. Zobaczcie jeden odcinek:

Wszyscy pamiętamy prace pisemne z języka polskiego. W momencie oddawania idealne, a po sprawdzeniu czerwone od błędów. Czy polonistka brała każdą pracę, czytała nazwisko i listę błędów jakie popełniliśmy? Nie. Skrupulatnie oznaczała każdy błąd i przekazywała pracę do rąk własnych autora. W ten sposób mieliśmy szansę zapoznać się z błędami i poprawić się przy kolejnej okazji. A co się dzieje, jeśli wytykamy błędy publicznie (w towarzystwie czy w internecie)? Wtedy osoba, która popełniła błąd może się poprawić, ale bardziej niż poprawną formę będzie pamiętała to, że ją upokorzyliśmy.

Podobnie jest z internetowymi komentarzami. Czytelnicy zwracający uwagę na błędy to skarb, którego często nie doceniamy. Niestety częstą praktyką jest pisanie o nich w komentarzu, a wystarczyłoby wysłać taką informację w krótkim mailu albo w wiadomości na FB. Wtedy i autor przełknąłby błąd i ortoterrorysta nie oburzałby się gdyby po uwzględnieniu jego uwagi komentarz został usunięty.

Photo credit: mdanys via photopin cc

Jeśli znalazłeś jakąś literówkę, daj mi o tym znać poprzez zaznaczenie tekstu i wciśnięcie kombinacji Ctrl+Enter.

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli dołączysz do mnie na Facebooku!

Kamil Lipiński – przedsiębiorca, bloger, projektant stron www, założyciel Mocnej Grupy Blogerów oraz człowiek, który ma wielką nadzieję na to, że można się czegoś sensownego o WordPressie dowiedzieć w 500 sekund.
Wierzący (bynajmniej nie w technologię) geek.
  • Tomasz Nawrot

    Oglądam Paulinę od samego początku i szczerze mówię, że wiele się przez to można nauczyć. Osobiście sam łapie się na przekręcaniu słówek, które są błędne, gdy powiem coś tak jak nie powinienem od razu się poprawiam, bo sam wyczuwam, że powiedziałem to źle.

  • Jak się coś takiego dzieje sporadycznie, to jeszcze jest sens napisania wiadomości prywatnie. Jeśli jest to mały blog, pisany w domowym zaciszu, to błędy jeszcze są gdzieś w granicy pojmowania, głównie literówki, bo ortograficznych błędów na blogach zrozumieć nie potrafię.
    Każda przeglądarka już praktycznie ma podkreślanie składni, tak? Edytor do wpisywania notek nie blokuje tej funkcji, nie szkodzi też nikomu chyba, by sprawdzić słowo, co do którego mamy wątpliwości.
    Krzysiek jest dyslektykiem, swoje wpisy daje mi do przeczytania, bym wyłapała błędy przed publikacją – to nie jest trudne. Jest świadom, że robi błędy, sugeruje się tym, co mu tam podkreśla na czerwono, ale jednak woli być przezorny i poddaje to ocenie pod drugą parą oczu (tu już bardziej by wyłapać np. złe odmiany czy gdy zdanie jest źle sformułowane).

    Na blogach, które są już redakcjami praktycznie, nie toleruję błędów. Pojedyncze zjedzenie literki, okej. Ale nie gdy w tytule mamy błąd ortograficzny albo inny błąd, który widać jeśli tylko się tekst uważnie przeczyta (co powinno się przecież zrobić przed naciśnięciem „publikuj”.).

    Ja to zjawisko znam pod #ortonazi, na blipie tego było sporo i szczerze przyznam – przydało się. Dobrze wiem już kiedy napisać tę, zamiast tą, że bynajmniej to nie przynajmniej, czy co znaczy słowo tudzież.

    I dzięki temu naprawdę się ludzie uczą, boleśnie bo boleśnie, ale uczą. Mam siedzieć cicho i patrzeć na rażące błędy? Nie taki internet mnie interesuje. W CD Action jest specjalny dział listów do redakcji, gdzie tylko nabijają się z grafomańskich maili pełnych błędów ortograficznych, w których brakuje tylko sensu… To jest potrzebne, skoro normalne środki nie pomagają.

  • No i jeszcze zapomniałam – do takiej dużej „redakcji” typu AW czy SW tylko komentarz trafi. Maila przeoczą, nie przeczytają albo trafi do spamu i tyle będzie z mojej „interwencji”. Mali blogerzy sobie mogą pozwolić na czytanie na bieżąco maili, ale co z gigantami?

    • Giganci powinni mieć ludzi również od czytania maili tak aby w miarę szybko reagować na błędy. Jak jest w praktyce, możemy sobie wyobrazić.

      Nie wiem jak SW ale wspomniany przez Ciebie AW jest portalem tysiąca błędów. Chyba w ten sposób chcą się wyróżniać od konkurencji, bo innego wytłumaczenia nie potrafię znaleźć. ;)

      Dobrym pomysłem jest dodatkowe pole (właśnie w tych dużych portalach) umożliwiające szybkie wysłanie wiadomości prywatnej do autora. Szybkie jak komentarz. W ten sposób można byłoby wysyłać błędy i prostować nieścisłości. Kojarzysz może portal, który coś takiego testował?

  • ortonazi

    1. Co do filmu: „przebiegnięty dystans”, „przeleżeć weekend w szpitalu”. SJP dopuszcza takie formy. Może nie rozumiem idei, ale na oko wygląda dobrze.
    2. Powinno unikać się pisania „ciężko”, bo to rusycyzm i w tej kwestii (zaznaczenia trudności, a nie wagi) należy pisać „trudno”.
    3. Kiedy widzę masę „byków” w krótkim tekście, to krew mnie zalewa i naciskam „x” w prawym górnym rogu. Rozumiem, że to krwawa walka o statystyki, wejścia, komentarze, ale estetyka! Brak szacunku dla odbiorców. W długim, mięsistym tekście na prywatnym blogu, jestem w stanie wybaczyć. Literówki, składnię, ale nie ortograficzne i leksykalne.

    Oczywiście 2. punkt piszę żartobliwie, co pragnę zaznaczyć:)
    Swoją drogą jakoś nie oburzamy się, gdy ktoś w tym analogowym świecie rzuci uwagę, że „mówi się inaczej”. Mój profesor, dość inteligentna postać, mówił „włanczać”. Wydaje mi się, że nigdy nie usłyszał uwagi o swoim buractwie, a powiedział to kilkanaście razy.

    • Ja nie zapomnę jak u nas na USiu pani prof. od chemii mówiła „pszeszczeń”. Brrr :) i tak za każdym razem.

  • Moja szwagierka (mieszka z nami i pomaga w opiece młodej) robi strasznie dużo błędów (np. „o co ci się rozchodzi”). Pal licho, że sama tak mówi. Ale młoda się od niej uczy a potem będzie problem z nauczeniem poprawnych zwrotów :(

    • „o co ci się rozchodzi” to mi bardziej regionalnie brzmi, bo kojarzę miejsca, w których się tak mówi. Więc to nie do końca błąd.

Subscribe without commenting




Instagram

Raport o literówce

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: