Nieuczciwego klienta poznasz po tym jak zaczyna Jak przyspieszyć swój internet przez Wi-Fi w UPC w 5 krokach?


Nieszczęścia chodzą stadami


15 lipca 2014, 17:00 | 3 komentarze | 7 132

Wiecznie pokrzywdzeni przez los. Resztka nagromadzonych sił pozwala im na egzystencję na tym świecie. Magnesy przyciągające nieszczęścia. Wszyscy znamy takich ludzi. Jedni od nich uciekają, inni z litością okazują zainteresowanie … i tym samym ich karmią.

Ponura mina, przyciszony głos, wymuszone przygnębienie wypisane na twarzy – to ich znaki rozpoznawcze. Ludzie, którzy żywią się współczuciem. Czekają tylko na pytanie „Co się stało?” aby rozpocząć litanię smutku i rozpaczy.

Nie zrozumcie mnie źle. Są ludzie, którzy potrzebują pomocy i wprost o tym mówią. A jeśli wprost i szczerze powiedzą to pomoc zwykle otrzymają. Inna sytuacja ma miejsce, kiedy pojawia się człowiek z problemem nie do rozwiązania. Czasami trzeba się wygadać, mimo iż problemu nie da się rozwiązać „od ręki”. To też rozumiem. Nasza frustracja rośnie, jeśli co chwilę natrafiamy na kogoś, kto ma setki problemów nie do rozwiązania. Nadmiar nieszczęść przytłacza nie tylko osobę, którą problem trapi, ale także nas samych, którzy w jedną chwilę staliśmy się powiernikami ich rozpaczy.

Do tego dochodzi dziwna zależność. Im częściej narzekają na swój los, tym gorzej się im powodzi. Każde słowo działa jak magnes na nieszczęście. Mówią że mają pecha i pech do nich przychodzi. Narzekają na zdrowie i za chwilę ich stan się pogarsza, w rezultacie trafiają do szpitala. Dzień zaczynają od serii nieszczęśliwych zdarzeń, które dołują ich. Popołudniami opowiadają o wszystkich życiowych tragediach minionych godzin, aby nad ranem wpaść w jeszcze większy dołek. Koło się zamyka.

U podstaw leży często jakieś nieszczęśliwe zdarzenie z dzieciństwa czy średnio udane młode lata. Wiąże się z tym często historia, którą pokrzywdzeni lubią opowiadać osobom zaufanym (czytaj – pierwszej lepszej osobie, z którą kilka słów zamienią). Zdarzenie z przeszłości rzekomo miałoby determinować ich teraźniejsze życie. Ale czy musi? Moim zdaniem nie. Czynnik z przeszłości jest tylko jednym z elementów, a dokonując codziennych życiowych wyborów mamy dziesiątki dróg, także takich które pozwalają wyswobodzić się z ciężaru przeszłości albo stanąć twarzą w twarz z lękami sprzed lat i je pokonać.

Co zrobić z takimi malkontentami? Mojej strategii pewnie się domyślacie. Unikałbym kontaktu z takimi osobami. Są specjaliści, którzy mogą cokolwiek w tych trudnych przypadkach poradzić. Karmienie ich swoim współczuciem nic tu nie pomoże, a tylko będzie wzmagać specyficzne zachowanie.

Znacie takich ludzi? Jak sobie radzicie z ich obecnością?

Jeśli znalazłeś jakąś literówkę, daj mi o tym znać poprzez zaznaczenie tekstu i wciśnięcie kombinacji Ctrl+Enter.

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli dołączysz do mnie na Facebooku!

Kamil Lipiński – przedsiębiorca, bloger, projektant stron www, założyciel Mocnej Grupy Blogerów oraz człowiek, który ma wielką nadzieję na to, że można się czegoś sensownego o WordPressie dowiedzieć w 500 sekund.
Wierzący (bynajmniej nie w technologię) geek.
  • Sylwia M.

    Skomplikowana sprawa. Znam ludzi, którzy swoim wiecznym nieszczęściem epatują wszędzie, nawet na facebooku i chyba najwyraźniej traktują to jako konieczny element swojego wizerunku, mający zwrócić na nich uwagę (choć może faktycznie są nieszczęśliwi… tylko po co w kółko obwieszczać to wszem i wobec?). Od takich trzymam się raczej z daleka. Z drugiej strony znam ludzi, którzy ogólnie publicznie nie narzekają i trudno się domyślić, że coś im dolega, ale jak poznać ich lepiej to widać, że mają potrzebę by okazać im uwagę i wsparcie. Tacy, mimo że często próbują się „wziąć w garść” i nie narzucać innym ze swoim dołem dla osób zaufanych mogą być czasami tak samo „upierdliwe”, jak pierwszy przypadek. Do takich jednak chyba warto mieć cierpliwość.

    • Tak właśnie Sylwia. Cierpliwość i zrozumienie dla osób, które szukają wsparcia i realnych rozwiązań problemów. Nie dla smutasów, którzy za sposób życia „obrali” permanentne nieszczęście. Tu się zgadzamy.

  • Samospełniająca się przepowiednia, tak to się chyba czasem nazywa… Może jednak dla tych ludzi jest to forma spełnienia, szczęścia, może gdyby mieli powody do radości, nie byliby już w centrum uwagi. Może nie potrafią się cieszyć. Unikanie, jeśli jest możliwe – tak, ale czasem trudno jest ich nie wysłuchać, kłania się trudna szkoła asertywności :)

Subscribe without commenting




Instagram

Raport o literówce

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: