Skarby zostaw w domu, a na wiosenny spacer weź zgrabną raportówkę Porady przed otwarciem bloga i publikacją pierwszego wpisu


„Masakra piłą mechaniczną w domu Terlikowskich” – recenzja


08 kwietnia 2015, 10:48 | 9 komentarzy | 11 608

Wiem jakie ludzie mają zdanie o Tomaszu Terlikowskim. „Świętszy od papieża katotalib” to chyba jedno z łagodniejszych określeń jakie można znaleźć o Nim w sieci. Ta książka pozwoli spojrzeć z nieco innej strony na tego kontrowersyjnego publicystę. Podczas lektury staniemy się na kilka wieczorów gośćmi w domu Państwa Terlikowskich. Ostrzegam, to co zobaczymy może nas zaskoczyć.

Z kamerą wśród dzikich

Książka „Masakra piłą mechaniczną w domu Terlikowskich” mimo przewrotnego tytułu dotyka sfery bardzo osobistej – rodziny. W tym przypadku rodziny niemałej, bo aż siedmioosobowej. Najstarsza córka jest już nastolatką, a najmłodsza ma niewiele ponad roczek.

Ponieważ rodzina wielodzietna to w naszym kraju zjawisko niecodzienne, dlatego Terlikowscy na samym początku sięgają po skojarzenie z Bronisławem Malinowskim, który obserwował życie seksualne dzikich. Wielodzietni są traktowani jak gatunek zagrożony, który najlepiej byłoby trzymać w rezerwacie osobliwości. Nie ma ludzi którzy przechodzą obok większej rodziny obojętnie. A reakcje są różne: od kręcenia głową z niezrozumieniem, przez współczucie i wsparcie finansowe (nawet wtedy, kiedy nie jest ono potrzebne) kończąc na przypuszczeniach jakby Terlikowscy prowadzili domowe przedszkole.

Na fochy najlepsze tulenie

Nowa książka Tomasza i Małgorzaty prezentuje godzina po godzinie typowy dzień począwszy od wczesnej pobudki skończywszy na położeniu dzieciaków, karmieniu mlekiem i lulaniu najmłodszej córki. Wydawać by się mogło, że codzienność nie będzie interesująca, bo co atrakcyjnego we wczesnej pobudce, ogarnianiu piątki dzieci, zawożeniu ich do przedszkola, szkoły i potem próbie pracy tak żeby sprawnie wrócić do domu na obiad? Co szczególnie ciekawego w dużych tygodniowych zakupach dla 7-ki osób, kiedy zamiast pojedynczych towarów wkłada się do wózka zgrzewki mleka i jogurtów? Pewnie nic, ale ta książka nie jest o technicznych aspektach posiadania dużej rodziny (chociaż i te można tam znaleźć). „Masakra” Terlikowskich jest o relacjach w dużej rodzinie. Małgorzata i Tomasz zauważają plusy posiadania większej ilości dzieci (bawią się same, uczą się od siebie, najstarsze pilnuje młodsze) nie pomijając minusów, z którymi trzeba się zmierzyć decydując się na liczną rodzinę (kiedy jedno dziecko zaczyna płakać, zaraz zaczynają wszystkie, podobnie z chorobami). Isia, Zio, Fiki, Młody i Ura chociaż dają nieźle popalić swoim rodzicom to wiedzą, że nawet jeśli kilka razy w tygodniu będą strzelać fochy i ogłaszać niesprawiedliwość jaka ich spotyka to zawsze mogą liczyć na przytulenie.

Autentyczni do bólu

Relacje między dziećmi i ich rodzicami to jeden z najciekawszych elementów książki. Drugi, równie ciekawy, dotyczy zalet i wad Tomasza i Małgorzaty. Tomasz pisze uczciwie, że jeśli chodzi o majsterkowanie w domu to ma dwie lewe ręce. Wszelkie drobne naprawy domowe wolałby zrzucić na kogo innego. Jeśli się już za coś zabiera to jest duże prawdopodobieństwo, że skończy się to kontuzją. Małgosia ma podobnie dużo dystansu do siebie i bez obaw pisze o pakowaniu na dłuższe wyprawy, kiedy pakuje tyle bagażu i później okazuje się, że połowa spakowanych ubrań się nie przydała.

W książce nie są podejmowane spory światopoglądowe, chociaż Terlikowscy wychowują dzieci w wierze i poszanowaniu życia na każdym etapie rozwoju.

Rodzice przez to stają się autentyczni i choć można byłoby stwierdzić, że pisząc o swoich wadach podkładają się tym, którzy źle im życzą, to mam głębokie poczucie, że ta książka przyniesie więcej dobrego niż złego. Odwaga to cnota nieczęsto spotykana i – całe szczęście – bardzo ceniona. Wpuszczając czytelników do swojego domu Terlikowscy pozwalają spojrzeć na siebie z innej perspektywy, niekoniecznie ze studia telewizyjnego.

Przeczytam i będę chciał mieć piątkę brzdąców?

Istnieje przekonanie, że jeśli planuje się trzecie dziecko to jest to ostatnia decyzja jaką można zaplanować. Po narodzinach trzeciego potomka już tylko się ogarnia wszechobecny chaos. Jedna książka z pewnością nie zmieni podejścia rodziców do ilości posiadanych dzieci, jest jednak szansa, że pomoże oswoić się z myślą, że trójka to nie koniec świata, czwórka to nie patologia, a piątka nie musi oznaczać, że członkowie rodziny głodują. Dużo zależy przecież od samych rodziców. Małgosia i Tomek zgodnie przyznają, że dużo dzieci daje wiele radości i nie pozwala się nudzić, użalać nad sobą czy siedzieć z założonymi rękami. I chociaż trzeba się nieźle natrudzić to w końcu życie nie jest od tego aby cały czas odpoczywać (odnoszę wrażenie że to motto Tomasza, bo to stwierdzenie padło z jego strony na kartach książki kilkakrotnie), a przekraczanie siebie i pełne zaangażowanie w wychowanie dzieci daje dużo satysfakcji.

Konkurs

Mam dla Ciebie jeden egzemplarz książki „Masakra piłą mechaniczną w domu Terlikowskich” od Wydawnictwa Czerwone i Czarne. Jeśli chcesz spróbować go zdobyć prześlij w komentarzu zabawny dialog z dzieckiem, którego byłeś świadkiem. Swoją odpowiedź umieść w komentarzu poniżej. Autora najciekawszego komentarza nagrodzę książką. Pamiętajcie o wpisywaniu poprawnego adresu mailowego. Na komentarze czekam do niedzieli, 19 kwietnia.

[aktualizacja 23.04.2015]
Za każdą nadesłaną opowieść bardzo dziękuję. Książkę wygrał „Szaweł”. Gratulacje!

Jeśli znalazłeś jakąś literówkę, daj mi o tym znać poprzez zaznaczenie tekstu i wciśnięcie kombinacji Ctrl+Enter.

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli dołączysz do mnie na Facebooku!

Kamil Lipiński – przedsiębiorca, bloger, projektant stron www, założyciel Mocnej Grupy Blogerów oraz człowiek, który ma wielką nadzieję na to, że można się czegoś sensownego o WordPressie dowiedzieć w 500 sekund.
Wierzący (bynajmniej nie w technologię) geek.
  • Moja córcia (2,5 l.) jakiś czas temu siedząc przed domem w samochodzie wzięła mikrofon radia CB i powiedziała: niunia jedzie bez fotelika. Następnie widząc, że zamykam drzwi w samochodzie zapytała dlaczego to robię? Odpowiedziałem: „Bo mi się tak podoba” a ona odpowiedziała: „A mi się nie podoba”.

    • Szawle, odezwij się do mnie na maila albo na Hangouts. Mam dla Ciebie książkę! :)

  • Książka jest świetna, czyta się ją właściwie „na jeden raz”. Faktycznie, jeśli ktoś postrzega rodzinę Terlikowskich przez pryzmat medialnej aktywności pana Tomasza, to będzie zaskoczony, i to mocno. Oberwało mi się za polecanie tej książki, ale i tak uważam, że miałem rację (więc cieszę się, że nie ja jeden ją tak oceniłem). A jeśli chodzi o kwestię wiary i wychowania do wiary, to mnie urzekła rozmowa Isi z biskupem o powołaniu zakonnym :)

  • Okik

    Piotruś: Ciocia, zobac jakie dzewa
    Ja: topole, Piotrusiu
    Piotruś: nie plafda, to nie żadne pole, tylko dzewa!

  • Ju Ju

    aż mnie Kamilu skłoniłeś do podzielenia się pewnym dialogiem. Twój imiennik…
    Kamil, lat wtedy 5, rozmawia z babcią.
    Po próbach dociekania skąd się wziął na świecie:
    – Babciu, ty urodziłaś mamę…?
    – No tak, ja urodziłam mamę, mama urodziła ciebie.
    Kamil myśli, myśli. Po dłuższej chwili:
    – Ty urodziłaś mamę… mama urodziła mnie… a ja urodziłem TATĘ!
    ;) nic w przyrodzie nie ginie.

    • Turlam się ze śmiechu. Dzięki za tą historię :)

      • Ju Ju

        tę historię, nie ma za co;)

  • nusiab

    Idę z bratankiem (lat trzy) po łące. Zrywam kwiatek i wyrywając mu płatki mówię: kocha, nie kocha, kocha nie kocha. Wyszło „nie kocha” mówię: nieeeeee….! A bratanek na to: „Biedna biedulka”.

    Ten sam bratanek trochę starszy, poszedł z tatą do okulisty.
    Pani pyta: co to za obrazek?
    On: nie widzę.
    Pani: Przypatrz się dobrze, na pewno zobaczysz.
    On: nie widzę!
    Na to Tata: No koń, przecież.
    Bratanek: To nie mogłeś mi od razu podpowiedzieć?!

    Bratanek (lat ok. 5): Ciocia, chodź odprawimy Mszę!
    Ja: Ale, Michałku, ja nigdy nie odprawiałam Mszy…
    On: to proste, chodź. Najpierw mówisz kazanie, tu masz mówiarkę, klękasz i mówisz.
    Ja: Ale co mam mówić?
    On: Dobra, to ja pierwszy (klęka i mówi do plastikowej rurki): (…)Podzielę się szczęściem z każdym człowiekiem-powiedział Pan Bóg (….). (Moja pamięć zatarła już szczegóły, ale było to najlepsze kazanie, jakie słyszałam w życiu, żałuję, że zapamiętałam dokładnie tylko jedno zdanie;/)

    Trochę długo, ale mam nadzieję, że nie nudno :)

    i ostatnie:

    Michał (lat 6): Ciociu, co tu jest napisane?
    Ja: Michałku, to są wyrazy po angielsku…
    On: No myślałem, że Cię w tej szkole uczą angielskiego!

  • Ika

    Czytałam fragment książki i nie powiem, ma potencjał zachęcający do rozważania na temat ilości dzieci ;-)
    A pewien pamiętny bardzo krótki zresztą „dialog” odbyliśmy ja i ówczesny narzeczony z moją bratanicą w trakcie wydawało się świetnej zabawy. Łapaliśmy ją i młodszego brata nie dając im przejsc do drugiego pokoju. Pisk, śmiech, wreszcie Natalka wyrwała się z oblężenia, stanęła w odpowiedniej odległości i trzymając ręce pod boki zdecydowanym głosem powiedziała:
    – A może my się nie chcemy tak bawić?!

Subscribe without commenting




Instagram

Raport o literówce

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: