Nowe logo Konferencji Episkopatu Polski Aplikacja przypominająca o codziennej modlitwie


E-booki czy książki papierowe? A może jedno i drugie?


21 września 2015, 21:40 | 18 komentarzy | 16 622

Pokłócili się na dobre. On lubił e-booki, a ona nie potrafiła czytać książek, które nie były papierowe. Iskry leciały, talerze fruwały, a kształt domowej biblioteczki pozostał taki sam jak przed kłótnią. Okopy i drut kolczasty wokół regałów świadczy o tym, że szybko to się nie zmieni. Szkoda, że wojna o celebrowanie kultury przyjęła system zerojedynkowy zamiast troszczyć się wszystkimi możliwymi drogami o nowych czytelników.

Tradycyjne dla siłaczy, elektroniczne dla eterycznych duchów

Od czasu popularyzacji e-booków spór o kształt książki szybko się nie skończy. Zwolennicy tradycyjnej, żeby nie powiedzieć konserwatywnej lektury, chwalą sobie szelest kartek, zapach druku i namacalność książki. Ci, którzy czytają tylko to, co wyświetli się na ich czytniku mówią o korzystnej cenie, ekologii i braku problemu z przechowywaniem i przeprowadzką.

Czy da się tę wojnę ukrócić? Chyba nie. Każdy ma swoje zdanie i ciężko jest wyjść z okopów i uścisnąć sobie rękę. Patrząc obiektywnie na temat rację ma jeden i drugi obóz, a czasami nie ma racji nikt. Doświadczyłem tego ostatnio na własnej skórze.

Kilka tygodni temu stanąłem przed zadaniem przenoszenia rodzinnej biblioteczki z jednego miasta do innego. Nazbierało się (po częściowej selekcji i rozdaniu niektórych pozycji) ok. 30 kartonów wypełnionych książkami. Wniesienie ich na 4 piętro bez windy było nie lada wyzwaniem. Od tej pory stałem się zagorzałym zwolennikiem e-booków, przynajmniej u tych wszystkich, którym pomagam przenieść/uporządkować księgozbiór. Z drugiej jednak strony – przecież nie nosi się książek codziennie. To była wyjątkowa sytuacja, o której trzeba pamiętać rozmawiając o wadach i zaletach papierowych publikacji, ale nie można na książki tradycyjne patrzeć przez perspektywę tego, że 20 kg paczka z książkami komuś spada na odcisk.

Są czasem sytuacje, w których posiadanie papierowej książki jest samo w sobie zaletą. Kiedy jesteśmy u kogoś, kto posiada regał z książkami, wtedy możemy z łatwością objąć wzrokiem wszystkie książki, bez problemu po kolorze okładki i grubości rozpoznać tą, która nas kiedyś zaciekawiła i za pomocą jednego ruchu wyciągnąć ją z półki i pożyczyć. Prawdziwy „plug and play” z tą różnicą, że to technologia bezprzewodowa więc nie trzeba nic podłączać. Ba … nawet prądu nie trzeba mieć żeby się podzielić kawałkiem dobrej książki. Nie trzeba szukać pamięci czy przesyłać mailem. Co więcej, czytać ją nawet można z rozładowaną baterią. To przewaga nie do przecenienia, nabierająca szczególnego znaczenia w dobie ostrzeżeń, że w niektórych domach może zabraknąć prądu.

Czy zwolennicy i przeciwnicy muszą się ciągle ze sobą spierać?

Chociaż coraz częściej czytam książki na Kindle w formacie MOBI (wcześniej korzystałem z Legimi i pobierałem ePUBy na iPada) to nie stronię od książek papierowych. Mógłbym godzinami opowiadać o zaletach książki elektronicznej ale tego typu artykułów jest w sieci bez liku i nie ma co powielać tych argumentów. Nikogo do wygody korzystania z tej formy nie zamierzam przekonywać. Jeśli ktoś mnie zapyta jak najwygodniej konsumować książki to polecę mu z czystym sumieniem nawet najtańszy czytnik i ebooki. Nie zmienia to jednak faktu, że wartościowe książki warto mieć w domu w wersji papierowej. Szczególnie dotyczy to tych, do których chcę częściej sięgać.

Żałuję, że nie potrafimy rozmawiać na temat przyszłości czytelnictwa w Polsce bez naparzania się zwolenników papieru i elektroniki. Tak naprawdę nie jest istotne czy kładziemy nacisk na wąchanie książek (zapach jest jednym z najdziwniejszych argumentów podczas dyskusji dotyczącej sposobu czytania – to tak jakby książki się pochłaniało nosem, a nie oczami) czy na jej ekologiczne wyprodukowanie (może mniej drzew zostanie ściętych podczas druku jednego wydania, ale energia w naszych czytnikach czytniku nie bierze się znikąd, więc argument o ochronie środowiska jest zwyczajnie nietrafiony).

Bardzo bym chciał, aby zamiast tracić siły na spory dotyczące właściwego konsumowania książek powstała w Polsce akcja promująca ideę kontrolowanego bookcrossingu. Gdyby 23 kwietnia podczas Światowego Dnia Książki rozpoczęto promocję zachowania polegającego na pożyczeniu trzem znajomym po jednej ciekawej książce, być może wtedy udałoby się rozbudzić wśród Polaków kulturę czytania książek. Taka inicjatywa powtarzana regularnie mogłaby stać się zwyczajem praktykowanym przez część społeczeństwa, nie mówiąc już o korzyściach płynących ze spotkań i rozmowy na temat czytanych książek.

Nie oczekuję, że pod wpływem pomysłu na zagospodarowanie ŚDK radykalnie zmieni się poziom czytelnictwa w naszym kraju. Chciałbym żebyśmy zaczęli od zakopania topora wojennego. Wtedy będzie łatwiej przeprowadzać wspólne działania i nie będzie podziału na lepszych i gorszych czytelników.

Jeśli znalazłeś jakąś literówkę, daj mi o tym znać poprzez zaznaczenie tekstu i wciśnięcie kombinacji Ctrl+Enter.

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli dołączysz do mnie na Facebooku!

Kamil Lipiński – przedsiębiorca, bloger, projektant stron www, założyciel Mocnej Grupy Blogerów oraz człowiek, który ma wielką nadzieję na to, że można się czegoś sensownego o WordPressie dowiedzieć w 500 sekund.
Wierzący (bynajmniej nie w technologię) geek.

Subscribe without commenting




Instagram

Spelling error report

The following text will be sent to our editors: