Nowe logo Konferencji Episkopatu Polski Aplikacja przypominająca o codziennej modlitwie


E-booki czy książki papierowe? A może jedno i drugie?


21 września 2015, 21:40 | 18 komentarzy | 16 373

Pokłócili się na dobre. On lubił e-booki, a ona nie potrafiła czytać książek, które nie były papierowe. Iskry leciały, talerze fruwały, a kształt domowej biblioteczki pozostał taki sam jak przed kłótnią. Okopy i drut kolczasty wokół regałów świadczy o tym, że szybko to się nie zmieni. Szkoda, że wojna o celebrowanie kultury przyjęła system zerojedynkowy zamiast troszczyć się wszystkimi możliwymi drogami o nowych czytelników.

Tradycyjne dla siłaczy, elektroniczne dla eterycznych duchów

Od czasu popularyzacji e-booków spór o kształt książki szybko się nie skończy. Zwolennicy tradycyjnej, żeby nie powiedzieć konserwatywnej lektury, chwalą sobie szelest kartek, zapach druku i namacalność książki. Ci, którzy czytają tylko to, co wyświetli się na ich czytniku mówią o korzystnej cenie, ekologii i braku problemu z przechowywaniem i przeprowadzką.

Czy da się tę wojnę ukrócić? Chyba nie. Każdy ma swoje zdanie i ciężko jest wyjść z okopów i uścisnąć sobie rękę. Patrząc obiektywnie na temat rację ma jeden i drugi obóz, a czasami nie ma racji nikt. Doświadczyłem tego ostatnio na własnej skórze.

Kilka tygodni temu stanąłem przed zadaniem przenoszenia rodzinnej biblioteczki z jednego miasta do innego. Nazbierało się (po częściowej selekcji i rozdaniu niektórych pozycji) ok. 30 kartonów wypełnionych książkami. Wniesienie ich na 4 piętro bez windy było nie lada wyzwaniem. Od tej pory stałem się zagorzałym zwolennikiem e-booków, przynajmniej u tych wszystkich, którym pomagam przenieść/uporządkować księgozbiór. Z drugiej jednak strony – przecież nie nosi się książek codziennie. To była wyjątkowa sytuacja, o której trzeba pamiętać rozmawiając o wadach i zaletach papierowych publikacji, ale nie można na książki tradycyjne patrzeć przez perspektywę tego, że 20 kg paczka z książkami komuś spada na odcisk.

Są czasem sytuacje, w których posiadanie papierowej książki jest samo w sobie zaletą. Kiedy jesteśmy u kogoś, kto posiada regał z książkami, wtedy możemy z łatwością objąć wzrokiem wszystkie książki, bez problemu po kolorze okładki i grubości rozpoznać tą, która nas kiedyś zaciekawiła i za pomocą jednego ruchu wyciągnąć ją z półki i pożyczyć. Prawdziwy „plug and play” z tą różnicą, że to technologia bezprzewodowa więc nie trzeba nic podłączać. Ba … nawet prądu nie trzeba mieć żeby się podzielić kawałkiem dobrej książki. Nie trzeba szukać pamięci czy przesyłać mailem. Co więcej, czytać ją nawet można z rozładowaną baterią. To przewaga nie do przecenienia, nabierająca szczególnego znaczenia w dobie ostrzeżeń, że w niektórych domach może zabraknąć prądu.

Czy zwolennicy i przeciwnicy muszą się ciągle ze sobą spierać?

Chociaż coraz częściej czytam książki na Kindle w formacie MOBI (wcześniej korzystałem z Legimi i pobierałem ePUBy na iPada) to nie stronię od książek papierowych. Mógłbym godzinami opowiadać o zaletach książki elektronicznej ale tego typu artykułów jest w sieci bez liku i nie ma co powielać tych argumentów. Nikogo do wygody korzystania z tej formy nie zamierzam przekonywać. Jeśli ktoś mnie zapyta jak najwygodniej konsumować książki to polecę mu z czystym sumieniem nawet najtańszy czytnik i ebooki. Nie zmienia to jednak faktu, że wartościowe książki warto mieć w domu w wersji papierowej. Szczególnie dotyczy to tych, do których chcę częściej sięgać.

Żałuję, że nie potrafimy rozmawiać na temat przyszłości czytelnictwa w Polsce bez naparzania się zwolenników papieru i elektroniki. Tak naprawdę nie jest istotne czy kładziemy nacisk na wąchanie książek (zapach jest jednym z najdziwniejszych argumentów podczas dyskusji dotyczącej sposobu czytania – to tak jakby książki się pochłaniało nosem, a nie oczami) czy na jej ekologiczne wyprodukowanie (może mniej drzew zostanie ściętych podczas druku jednego wydania, ale energia w naszych czytnikach czytniku nie bierze się znikąd, więc argument o ochronie środowiska jest zwyczajnie nietrafiony).

Bardzo bym chciał, aby zamiast tracić siły na spory dotyczące właściwego konsumowania książek powstała w Polsce akcja promująca ideę kontrolowanego bookcrossingu. Gdyby 23 kwietnia podczas Światowego Dnia Książki rozpoczęto promocję zachowania polegającego na pożyczeniu trzem znajomym po jednej ciekawej książce, być może wtedy udałoby się rozbudzić wśród Polaków kulturę czytania książek. Taka inicjatywa powtarzana regularnie mogłaby stać się zwyczajem praktykowanym przez część społeczeństwa, nie mówiąc już o korzyściach płynących ze spotkań i rozmowy na temat czytanych książek.

Nie oczekuję, że pod wpływem pomysłu na zagospodarowanie ŚDK radykalnie zmieni się poziom czytelnictwa w naszym kraju. Chciałbym żebyśmy zaczęli od zakopania topora wojennego. Wtedy będzie łatwiej przeprowadzać wspólne działania i nie będzie podziału na lepszych i gorszych czytelników.

Jeśli znalazłeś jakąś literówkę, daj mi o tym znać poprzez zaznaczenie tekstu i wciśnięcie kombinacji Ctrl+Enter.

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli dołączysz do mnie na Facebooku!

Kamil Lipiński – przedsiębiorca, bloger, projektant stron www, założyciel Mocnej Grupy Blogerów oraz człowiek, który ma wielką nadzieję na to, że można się czegoś sensownego o WordPressie dowiedzieć w 500 sekund.
Wierzący (bynajmniej nie w technologię) geek.
  • Moim zdaniem słaby czytnik, ten „najtańszy” prędzej zniechęci niestety potencjalnego pożeracza książek. Bo będzie się zacinał, bateria będzie trzymała parę dni zamiast kilku tygodni i tylko się ktoś będzie wkurzał – wiem, co mówię. Dla pierwszego zetknięcia się z czytnikiem to MUSI być coś porządnego, Kindle można kupić w Amazonie już za 250 zł, więc nie jest to okropnie wysoki wydatek, jak na produkt sprawdzony przez naprawdę wielu.

    Moja przygoda z czytnikiem rozpoczęła się ponad cztery lata temu, rozkochał mnie w sobie momentalnie, choć wtedy dostępność książek była znacznie mniejsza niż teraz, gdzie internetowych księgarni z ebookami są naprawdę dziesiątki. Ale nadal kocham papierowe, też. Nie ma u mnie albo. Po pierwsze, wielu książek nadal nie ma w wersjach cyfrowych, bo po prostu (np. książki Lumleya), są książki po prostu ładne, które warto mieć na półce dla ozdoby (seria Sekrety Nieśmiertelnego Nicholasa Flamela, Diuna) i takie, które są stare i brzydkie, ale mają w sobie tak wielki ładunek emocjonalny, że nie sposób pozbyć się tego z biblioteczki. Endgame to pierwsza książka, przy której pożałowałam, że kupiłam papierowe wydanie – wklepywanie nawet skróconych odnośników do uzupełniających treści było strasznie upierdliwe, więc dość szybko sobie to podarowałam, a czytniki mają wbudowaną przeglądarkę, więc szybko poszłoby znacznie szybciej i przyjemniej.
    Książki, które mają więcej niż 500 stron wyglądają świetnie na półkach, ale strasznie się niszczą przy czytaniu, bo zazwyczaj zagina się na grzbiecie, a po drugie, to już jest spore tomiszcze, które trzeba zabrać w torebce. Ebooki pozwalają mi na podróżowanie, nie zajmują miejsca, mogą być na leżąco, nie muszę trzymać palca na nich, żeby mi się nie zamknęło na siłowni i ogólnie, kurczę, jest sporo plusów, choć to nie jest „książka”. Nie przełożysz strony i nie powąchasz (chociaż ogólnie nie rozumiem przyjemności płynącej z wąchania książek, gdy jeden kolega z podstawówki wąchał podręczniki na każdej stronie to tak trochę dziwnie na niego patrzyła reszta klasy) – coś za coś.
    Ja czytam aktualnie naprawdę sporo (4 książki we wrześniu już za mną, jak dobrze pójdzie dobiję do sześciu) kocham więc mieć WYBÓR. Ebooka mogę kupić o każdej porze dnia i nocy, mogę mieć zawsze ze sobą ich 10 zgranych na czytniku i czytać to, na co aktualnie mam ochotę….

    Co do oddawania książek – są zaufane osoby, którym bym pożyczyła, ale w szkole się bardzo sparzyłam, bo sporo osób mi nigdy ich nie oddało – do tej pory nie wiem kto ma mój egzemplarz „Insygniów Śmierci”, Vermeera szukałam ponad rok, a całej kolekcji książek Johna Bellairsa nigdy nie udało mi się od koleżanki odzyskać… brr..

  • Ale mi nie przeszkadza, że ktoś woli e-book. Nawet podarowałam komuś jakiś w prezencie :)
    Natomiast ja nie mogę i już. Co kto woli jego problem. Żadnej tu wojny nie ma. Ty e-book, ja książkę. A życie toczy się dalej :)
    Też zupełnie nie rozumiem, że jakaś wojna o to może być

    Swoją drogą, z powodów wzrokowych to częściej wybieram audiobooki, a jeszcze bardziej słuchowiska. W życiu nie przeczytałabym tego, co zachwyciło mnie słuchając ;)

    Czemu zatem nie ma wojny o audiobooki ;)

    • Ta wojna to celowe przejaskrawienie po to by pokazać dwa obozy, których istnienie potwierdziłaś w swoim komentarzu. „Ty e-book, ja książkę”. Czemu nie jedno i drugie. Osób, które czytają tradycyjne książki jest więcej, a argumenty są ciągle te same (zapach, szelest itp.). Osób, które sięgają po e-booki mniej ale też to dla mnie nie do końca zrozumiałe jak można czytać tylko książki na czytniku (skoro, tak jak wspomniała Yzoja w komentarzu poniżej, nie wszystko jest dostępne w wersji elektronicznej). Im więcej jest osób, które korzystają z obu form tym lepiej, bo wtedy powstaną wreszcie multibiblioteki i e-księgarnie (księgarnie wzbogacone o e-booki).

      Audiobooki pozostają gdzieś w tej dyskusji o kształt książki obok. Myślę że oboje wiemy dlaczego :)

  • Dla mnie zdecydowanie papier, lubię czuć „fizyczność” książki. Ebooki może w niedalekiej przyszłości. ;)

  • Kocham książki tradycyjne miłością nieskończoną. Uwielbiam ich zapach, szelest kartek. Niestety w pewnym momencie zaczęło mi brakować miejsca na półkach, a że ciężko mi się z posiadanymi zbiorami rozstawać, to pojawił się u mnie czytnik. Fakt, już sobie nie pokartkuję, ale treść mam, półki odetchnęły, choć co jakiś czas dokładam na nie nowy papier (nie mogę się powstrzymać). No i czytnik mogę zabrać na każdy wyjazd. W górach rezygnowałam z papierowych książek, bo ekwipunek już swoje ważył. Tak więc na chwilę obecną kocham i wersje papierowe i czytnikowe.

  • Uwielbiam czytniki, bo są lekkie, można trzymać w jednej ręce i przekręcać strony jednym palcem. Minusem jest jednak konieczność ciągłego czytania. „Przerzucanie” stron żeby odnaleźć odpowiedni fragment to udręka (wyszukiwarka nie rozwiązuje problemu). Nie wiem, jak najnowsze czytniki, ale te sprzed kilku lat są do tego tragicznie wolne jeśli chodzi o przełączanie stron. No i ten zapach papieru.
    W domu wybiorę jednak książkę, ale np. w podróż tylko czytnik albo nawet tablet.

  • Kocham książki papierowe. Przekonałam się też jednak do ebooków, zwłaszcza gdy wersja tradycyjna jest mega tomiszczem. A do tego kocham też spacerowanie i słuchanie audiobooków. Książka to książka… nieważne w jakiej formie. Zawsze ma tę magię książkom właściwą.

    • No właśnie, tomiszcza. Trzeba trzymać w obu rękach, żeby strony się nie zamykały. Czytnik trzymasz w jednej ręce, w drugiej dobre Martini z oliwką ;)
      A jak zrobią czytniki z zapachem papieru to będzie w ogóle hit :)

    • A ja coś do audiobooków zupełnie nie mogę się przekonać – raz jeden jedyny słuchałam „Mistrza i Małgorzatę” i była to dla mnie prawdziwa droga przez mękę :( Wygląda na to, że dla mnie tylko e-booki albo papierowe książki :)

  • Ja lubię papierowe książki, ale czasem się trafią takie pozycję, że nie ma ani je komu oddać, ani gdzie je schować, a ebook zwyczajnie bym usunęła w niebyt ;)

  • Zdecydowanie bardziej lubię czytać książki papierowe, choć ebooka mam i wykorzystuję albo do książek, których w księgarniach nie dostanę (zazwyczaj jakieś z zagranicy) albo w podróży, kiedy taszczenie książek mija się z celem. Także u mnie topór wojenny zakopany, bo używam i tego, i tego :)

    • I bardzo dobrze :) Obecnie ludzie dzielą się na takich, którzy czytają książki, ebooki (po długiej przygodzie z tradycyjnymi książkami) albo jedno i drugie. Ciekawe czy dożyjemy czasów, w których ktoś powie:
      „Ja rozumiem czytać ebooki, ale książki? Nie jestem przekonany. Kiedyś próbowałem przeczytać jedną tradycyjną książkę ale była ciężka, nie dało się szukać w treści po hasłach i niszczyła się szybko. Zrezygnowałem i pobrałem wersję elektroniczną na czytnik z którym się nie rozstaję”.
      Oby nie :)

  • Pamiętam jak blisko trzy lata temu mówiłam, że jak czytać książki to tylko papierowe – aż do Wigilii i prezentów pod choinką. To tam właśnie znalazłam mojego Kindle i zakochałam się :) Przez wiele miesięcy nie ruszyłam żadnej papierowej książki, a e-booki chłonęłam jak gąbka. Po tych kilku miesiącach sięgnęłam z powrotem po papierową i od tamtej pory dzielę się między jedną a drugą. Nie opowiedziałabym się za żadną ze stron w 100%, bo obie bardzo lubię. Na wyjazdy wybieram czytnik, bo lżejszy, w domu – papierową, do tramwaju – różnie, raz taką -raz taką :)

  • Kamil Szumotalski

    Kupiłem swój czytnik zanim jeszcze w Polsce były tak popularne (jakoś jeszcze w liceum, więc 7-8 lat temu) i rzeczywiście dużo książek się przez niego przewinęło. Potem jednak odłożyłem go na półkę, ale dzięki Tobie chyba spróbuję się z nim znowu zaprzyjaźnić. ;)

  • Kiedyś nie przepadałyśmy za e-bookami, bo czytanie ich na komputerze było męczące dla naszych oczu, a może po prostu nam się nie chciało i wolałyśmy papier? Obecnie jest nam to bez różnicy, treść wszędzie jest ta sama, więc nie ma co się kłócić o to, co jest lepsze.

  • Ja uwielbiam wszystkie formy książek, chociaż ostatnio zdecydowanie bardziej e-booki. Nie będę ukrywać, że chodzi przede wszystkim o wygodę. IPhone, a teraz Kindle są lżejsze i wygodniejsze do czytania w podróży do pracy. Da się nawet w dużym ścisku ;-)
    Zakochałam się też przypadkowo w audiobookach, a dokładnie w Harrym Potterze po angielsku. Idealne do sprzątania. Ba nawet wykorzystałam go jako dodatkowy związkowy rytuał – wspólne słuchanie z partnerem przed snem – możesz oddać się lekturze i jednocześnie np masować lub być masowany ;-)

Subscribe without commenting




Instagram

Raport o literówce

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: