70+ kroków do profesjonalizacji Twojego bloga Biblia Audio – ponadczasowa superprodukcja


Blog nie jest charytatywną choinką ale fundacja non-profit to nie dojna krowa


12 maja 2016, 10:09 | 14 komentarzy | 21 145

Być może słyszeliście o ostatnim zamieszaniu wokół współpracy znanej blogerki i fundacji non-profit Dzień Dla Życia propagującej m.in ideę honorowego oddawania krwi. Martyna, prezes fundacji zapytała blogerkę o możliwość współpracy. W odpowiedzi otrzymała maila z wyceną pracy na 17 tysięcy złotych. Wywołało to szok i gwałtowną reakcję, jak to zwykle bywa u ludzi, w których płynie gorąca krew.

Nie pisałbym na ten temat, gdyby nie wpis Pawła Opydo – Drogi blogerze, pomóż proszę. A spróbuj tylko odmówić. Postanowiłem nakreślić sytuację od innej strony abyś miał możliwość wyrobić sobie zdanie na ten temat.

Blog nie jest charytatywną tablicą ogłoszeń

Nie dostaję wielu propozycji reklamowych ale potrafię sobie wyobrazić, że skrzynki mailowe popularnych blogerów, które pękają w szwach od propozycji współpracy, najczęściej takiej za którą nie dostaną wynagrodzenia. W pewnym momencie bloger uświadamia sobie, że nie wszystkim jesteś w stanie pomóc, a być może nawet nie da rady wszystkim odpisać. Potrzebna jest wtedy stanowcza ale jednocześnie mądra reakcja.

Szanuję blogerów, którzy kierują się zasadą jednej współpracy na miesiąc. Myślę, że większość popularniejszych internetowych twórców ma świadomość, że jeśli z bloga albo vloga stworzą katalog reklamowy to ich czytelnicy zrobią to, co robią z katalogiem reklamowym – poświęcą mu 2 minuty i wyrzucą do śmieci. Dlatego oczywistością jest, że nawet przy nadmiarze wolnego czasu (o co popularną blogerkę nie posądzam) nie można angażować się we wszystkie akcje społeczne/reklamowe.

Fundacja pyta, bloger odpowiada

Od blogera zależy w jaki sposób odpowie na zapytanie. Być może bezpieczniej jest czasami nie odpowiadać, kiedy propozycji jest za dużo. Najlepiej jest grzecznie odmówić. Inną opcją czasami stosowaną jest wycena zaporowa. O ile w przypadku komercyjnej współpracy może się okazać, że co dla Ciebie zaporą, dla kogoś jest standardową stawką, o tyle w sytuacji, kiedy propozycja kierowana jest od fundacji nie zarabiającej na swojej działalności najlepszym wyjściem w sytuacji odmowy jest nie odpisywanie albo grzeczne podziękowanie. Trzecia droga może być najgorszym z możliwych scenariuszy.

Paweł zadaje w nagłówku pytanie „Jesteś blogerką więc musisz pomagać?”. Rozumiem, że takie ostre postawienie sprawy i kontrowersyjny tytuł przyciąga czytelników na bloga (sam stosuje raz na jakiś czas takie zabiegi), ale w moim poczuciu argument jest nietrafiony, bo nikt nie zmuszał blogerki do współpracy. Można dyskutować na temat tego czy Martyna we właściwy sposób zareagowała na tego typu wycenę, ale z pewnością nie można zakładać z jej strony postawy roszczeniowej. Propozycja dołączenia do akcji została wystosowana m.in. dlatego, że blogerka już jakiś czas temu współpracowała z fundacją.

Warto przy tej okazji jeszcze raz podkreślić, że zarząd fundacji nie otrzymuje wynagrodzenia, nikt nie jest zatrudniony w fundacji. Być może blogerka o tym nie wiedziała, a może pomroczność jasna sprawiła, że nie dotarło to do niej na czas pisania maila. A może ktoś pisał w jej imieniu i nie zrobił wcześniej researchu? To w tym momencie nie jest ważne. Ważne jest to, co sami zrobimy i czy zechcemy się włączyć w działania charytatywne związane z tą lub inną organizacją.

Status na Facebooku (już usunięty), który wzbudził takie emocje, nie był formą nacisku ale reakcją na szokującą odpowiedź. Reakcją być może nie do końca przemyślaną i pospiesznie opublikowaną, z pewnością niepotrzebną, ale – powtarzam raz jeszcze – to była tylko spontaniczna reakcja.

Ludzie w przypływie emocji popełniają błędy ale to nie powinno przekreślać ich szlachetnych działań. Wszyscy, bez względu na to czy prowadzimy dużą fundację, czy bloga dla tysięcy czytelników powinniśmy tak działać, aby zachęcać do działań charytatywnych, a nie do nich zniechęcać. Mam nadzieję, że konflikt który wypłynął w sieci nie będzie służyło odciąganiu ludzi od idei honorowego krwiodawstwa. Dlatego mam prośbę abyśmy nie antagonizowali środowisk, skoro zależy nam na tym samym.

Podobna sytuacja, inna reakcja

Kiedyś znalazłem się w podobnej sytuacji. Ładnych kilka lat temu promowaliśmy ze znajomymi akcję „Święta w Shopie” zachęcającą do zatrzymania się na chwilę w okresie świątecznym i dostrzeżenie w drodze od jednego do drugiego sklepu istoty świąt Bożego Narodzenia. Szukaliśmy ludzi, którzy chcieliby z nami współpracować. Napisaliśmy do bardzo znanego artysty występującego na scenach na całym świecie tłumacząc nasz pomysł, nakreślając kim jesteśmy i co chcemy osiągnąć. Pomysł z perspektywy czasu idiotyczny, bo mogliśmy się spodziewać reakcji ale wtedy byliśmy młodymi idealistami (dziś już jesteśmy tylko idealistami). W odpowiedzi otrzymaliśmy wycenę na chyba nawet większą sumę niż zaproponowała znana blogerka. Podziękowaliśmy, postanowiliśmy zrealizować plan minimum i też się udało. Do artysty nie mamy żalu.

„Działania charytatywne są świetne, jeśli robimy je z własnej woli i wewnętrznej potrzeby.” – napisał Paweł. Zgadzam się z tymi słowami w 100%. Życzę Wam i sobie aby nigdy nie zabrakło nam wewnętrznej potrzeby do podejmowania działań charytatywnych. Wkrótce mam nadzieje uda się wraz z kilkoma osobami z Mocnej Grupy Blogerów  włączyć się w akcję promującą ideę krwiodawstwa oraz przelać kilka litrów krwi w słusznej sprawie. Pomożecie nagłośnić temat, kiedy już będzie się działo?

Jeśli znalazłeś jakąś literówkę, daj mi o tym znać poprzez zaznaczenie tekstu i wciśnięcie kombinacji Ctrl+Enter.

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli dołączysz do mnie na Facebooku!

Kamil Lipiński – przedsiębiorca, bloger, projektant stron www, założyciel Mocnej Grupy Blogerów oraz człowiek, który ma wielką nadzieję na to, że można się czegoś sensownego o WordPressie dowiedzieć w 500 sekund.
Wierzący (bynajmniej nie w technologię) geek.
  • Jasne że pomożemy. Wiesz, ja na to patrzę z perspektywy osoby, która dość często potrzebuje pomocy i dość często dostaje odmowę. Nie ma obowiązku pomocy nikt nikogo do tego nie może zmusić. Ba, bardziej sobie cenie osoby, które powiedzą że nie pomogą niż te które pomoc obiecają a się nie wywiążą.

    • Czy to znaczy że bardziej cenisz bezdusznych drani aniżeli dobroduszne gapy? ;)

      Pewnie, że trzeba być słownym, bo o wartości jaką niesie za sobą realna pomoc i włączanie się w akcje charytatywne pisać nie trzeba.

      • :) to nie fair ;) droczysz się a dobrze wiesz o co mi chodzi :)
        Uważam, że nie każdy musi pomagać, nawet jeśli nacisk społeczny jest bardzo duży.
        Ja ostatnio miałam propozycję nagłośnienia „akcji” na którą się nie zgodziłam, bo choć cel szlachetny to narzędzia nieprzystosowane dla niepełnosprawnych.

  • Prawda jest taka, że wielu z blogerów dostaje codziennie prośby pomoc o nagłośnienie akcji takiem czy tamtej, o promocję. Myślę, że to dlatego, że jednak blogi mają moc, ja zwykle wybieram te akcje, które dotykają mnie w jakiś sposób, w pierwszej kolejności pomagam tym z mojego podwórka. Bo niestety nikt nie jest w stanie pomóc wszystkim.

    • Sensowny wybór akcji, którą chce się wesprzeć to też nie lada zadanie.

  • Jeśli chodzi o krew i DKMS to u siebie już te akcje promowałem, bo to chyba najprostszy sposób pomocy innym. O samym wspieraniu też już zresztą pisałem. I nie mówię, aby bloger każdego tygodnia wspierał jakieś akcje, gdyż tym samym, tak jak zresztą piszesz, staje się słupem ogłoszeniowym, który niestety więcej traci niż pomaga. Jednak różnego rodzaju akcje pomocowe, które promuje się raz na miesiąc czy dwa miesiące pomogą nie tylko innym, ale także i jego wizerunek również na tym zyska.
    Nie jestem w takiej sytuacji, ale zastanawia mnie co sam bym zrobił, gdybym każdego dnia dostawał maila z zapytaniem o wsparcie jakiejś kampanii etc..

  • Tu nie chodzi o sam żal do blogerki, tylko o robienie z tego akcji społecznej. O to, że ludzie już się pchają komuś w finanse i statystyki. Może to właśnie miała być wycena zaporowa, bo dziewczyna nie chciała wspierać tej akcji? Nie ma obowiązku. I o tym jest wpis Opydo.

    Nienawidzę publicznego prania brudów. Nigdy z tego nie wynika nic dobrego. Nigdy. A komentowanie ludzi z zewnątrz to też tak trochę nie na miejscu, bo tylko „strony” wiedzą jak było naprawdę. Ktoś mógł gdzieś przekręcić fakt rozmawiając ze znajomymi, odwracając kota ogonem. I każdy poświadczy, że przecież jego strona nie skłamała, a wersje się nie pokrywają, więc jednak coś gdzieś było przekłamane i nie dojdziemy do tego z której strony.

    Trzeba mieć serce do działania charytatywnego, nie każdy musi mieć czas i ochotę, a czasem może to nawet nie jest zgodne z jego przekonaniami. Bo jakoś tego nie widzę, żeby Świadkowie Jehowy promowali akcję oddawania krwi ;)

  • Tak naprawdę obydwie panie są na swoim poziomie: blogerka dając wycenę, babka z fundacji opisując to na FB. Tyle.

    • Wydaje mi się, że zbyt surowo je oceniasz. Przyjrzałem się działalności zarówno Martyny jak i tajemniczej blogerki i uważam, że obie robią kawał dobrej roboty. A że się poróżniły i wyszło spięcie – cóż. Życie :)

      • Profesjonalność w pracy nie oznacza, że tym razem obydwie zachowały się ciut dziecinnie.

  • Reakcja Martyny, prezeski fundacji nie mogła być inna.
    Chcąc prowadzić fundację, musi mieć charyzmę, siłę przebicia, energię. Po prostu to coś!
    A odpowiedź blogerki, powiedzmy sobie szczerze, musiała rozbudzić w Martynie nie lada emocje.

    Nie jestem ani po jednej, ani po drugiej stronie. Wiem jak to jest otrzymywać kilka maili z prośbą o pomoc, a później losować, kto ma być pierwszy.
    Najwięcej zdarzało mi się, gdy publikowałam wpisy z biżuterią.
    „A tu mamy taką licytację na serce Jacusia – może dasz jakiś swój naszyjnik?”
    Nie raz dziergałam takowy na specjalną okazję. Ba! Nawet promowałam akcje u siebie.

    A wracając do samej akcji – oczywiście, że wezmę udział :)
    Niestety, będzie to kolejna historia osobista, bo ze względu na pewną chorobę, nie mogę oddawać krwi. Ale Wy możecie podarować ją mnie :) Zatem wpis pozwolę sobie napisać od tej drugiej, potrzebującej strony :)
    Pozdrawiam.

    • Dzięki serdeczne za chęć dołączenia i inne spojrzenie. Nie patrzyłem na to od strony charyzmatycznej, pełnej energii prezes fundacji.

  • Kamilu,
    Obie strony mają swoje zdanie i można je za to winić lub nie, ale w tym konkretnym przypadku Pani Martyna zachowała się nieodpowiedzialnie i wręcz dziecinnie. Jej wpis był po prostu nie na miejscu. Po pierwsze, jeśli prowadzimy z kimś rozmowy w zaciszu gabinetów, to nie powinnismy ujawniac ich treści opinii publicznej bez zgody drugiej strony. Po drugie, Pani Martyna mocno się zagalopowała krytykując tematy poboczne, czyli np: fanów blogerki, lub po prostu psując jej dobre imię.
    Gdyby po drugiej stronie nie stała fundacja tylko firma, to pewnie blogerka wysłałaby do sądu pozew o naruszenie dóbr osobistych (np: wizerunku).

    Ciekaw jestem, czy ktokolwiek będzie chciał współpracować z fundacją, bo może się okazać, że też zostanie publicznie napiętnowany za postawę niezgodną z oczekiwaniami prezez Fundacji.

    P.S. Nie wiem, czy Pani Martyna złożyła publiczne przeprosiny czy nie, ale to jedyna dobra rzecz, którą powinna zrobić w tym momencie.

  • Nie do końca jestem w stanie zgodzić się z Tobą i chyba jednak bliżej mi do podejścia Pawła. Tym bardziej, że nie uważam wpisu na fb Martyny za spontaniczną reakcję (może pierwszy, ale już na pewno nie następny z obrażaniem fanów tej blogerki). Co innego (choć też średnio przeze mnie lubiane) publikowanie informacji o złych praktykach firm/blogerów proszących o współpracę lub jej odmawiających, a co innego wylewanie żali publicznie za to, że dostało się wycenę. Prędzej jestem skłonna stwierdzić, że brak odpowiedzi jest gorszą praktyką. Niby przy zalewie maili ciężko odpowiedzieć każdemu, ale wydaje mi się jednak, że w dobrym guście jest odpowiadać tym, którzy w temacie napisali „współpraca” :-)

Subscribe without commenting




Instagram

Raport o literówce

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: