Czy warto podróżować wypożyczonym samochodem na wakacjach?


Aplikacje odkłamane


08 czerwca 2018, 21:46 | 15 komentarzy | 2 533

Kiedyś mówiło się „nie ma Cię w internecie to nie istniejesz”. Teraz się mówi „na wszystko jest appka”. W Androidowych smartfonach jest ich średnio kilkadziesiąt, a na telefonach z nadgryzionym jabłkiem zwykle (ponoć) powyżej setki. Wszystkie są oczywiście bardzo potrzebne i bez nich nasze życie nie byłoby takie same.

Kto mnie zna ten wie, że jestem entuzjastą aplikacji mobilnych. Mam ich na swoim telefonie blisko setki. Pomagają mi komunikować się ze światem, prowadzić firmę, robić zakupy. Dzięki nim oszczędzam czas i pieniądze. Bez nich nie mógłbym korzystać z lifehacków, które ułatwiają codzienność.

Czego mi brakuje w appkach?

Przede wszystkim trzeźwego spojrzenia na funkcjonalności jakie oferują. Dlatego właśnie specjalnie dla Ciebie przygotowałem listę dwudziestu aplikacji wraz z krótkim opisem ich faktycznego zastosowania. Nie należy jej brać w pełni na serio ale nie wkładaj też tego tekstu między bajki, bo jest tam sporo prawdy.

Aplikacje bez liftingu

Facebook – najpopularniejsza aplikacja, która pomaga Ci nie zajmować się rzeczami najważniejszymi tylko pierdołami bez znaczenia. W ramach aplikacji funkcjonuje wirtualna waluta tzw. lajki które są bezwartościowe, ale poprawiają nastrój. Powszechność tej aplikacji sprawia, że nie jesteś w stanie z niej zrezygnować, choć w głębi serca jej nienawidzisz. Są tu wszyscy Twoi znajomi, a także Ci wszyscy, których znajomymi nazywasz, a w rzeczywistości nic szczególnego Was nie łączy.

Instagram – aplikacja pozwalająca na pokazanie innym zdjęcia najbardziej uporządkowanego fragmentu Twojego życia nawet jeśli wszędzie indziej masz pierdolnik. Kluczowym elementem aplikacji są hashtagi, które podpowiadają czy widzimy tych zbyt ofiltrowanych zdjęciach #instaboy, #instagirl czy #instafood

Twitter – nieskrępowana przestrzeń wyrażania swoich opinii która i tak #nikogo

AliExpress – chiński sklep w którym kupisz setki niepotrzebnych rzeczy do Twojego domu i dla Twoich znajomych. Połowa z nich przyjdzie w złym rozmiarze, a druga połowa rozsypie się po dwóch tygodniach korzystania.

Netflix – najlepsza aplikacja do jedzenia popcornu i zasypiania przed telewizorem wmawiając sobie, że to już na pewno ostatni odcinek i pora do łóżka.

Pocket – pozwala zebrać w jednym miejscu artykuły tak długie, że nigdy ich nie przeczytasz.

Endomondo – najlepsze miejsce, w którym możesz przejechać 10 km na rowerze, oznaczyć „trening – bieganie” i zdobyć brawa od swoich endomondowych znajomych. Swój świetny wynik możesz umieścić na innych serwisach społecznościowych ale to tak jak w przypadku Twittera #nikogo.

Tinder – aplikacja dla tych, którzy boją się na żywo zagadać. Polega na tym, że wybierasz kto Ci się podoba, a kto nie, a następnie nie zagadujesz do nikogo. Nic się w Twoim życiu nie zmienia ale za to masz w telefonie potencjalną listę, z której nigdy nie wyłonisz swojego przyszłego partnera/ki.

Mapy Google – aplikacja, która nigdy Ci nie powie czy za górką nie czekają przypadkiem Miśki.

Yanosik – wiesz najlepiej gdzie dziś stoją ale wleczesz się w korku, bo nie dowiedziałeś się (dowiedziałbyś się gdybyś korzystał z poprzedniej aplikacji), że o tej porze w tym miejscu jest zator na kilka kilometrów.

YouTube – magiczny wehikuł czasu. Oglądasz filmy z TEDx tłumaczące zawiłości mechaniki kwantowej aby po trzech godzinach ocknąć się przed siostrami Godlewskimi śpiewającymi piosenkę na Mundial.

Listonic – lista zakupów, która nigdy nie jest odświeżona przez co zapomnisz o najważniejszej rzeczy i musisz wracać do sklepu. Ewentualnie nie odznaczysz zakupionych towarów i kupisz jajka. Kopę jaj. Piąty raz z rzędu.

SkyCash – wirtualny portfel do którego deponujesz pieniądze i po miesiącu zapominasz o tym, po co to zrobiłeś.

Stocard – aplikacja w której zapisujesz wszystkie kody kreskowe ze swoich kart lojalnościowych noszonych przy sobie. Służy tylko i wyłącznie po to, by mieć świadomość, że nie potrzebujesz tak grubego portfela. W dalszym ciągu nosisz swój gruby portfel, a o appce po tygodniu nie pamiętasz.

Dropbox – miejsce w którym trzymasz wszystkie niezbędne pliki, które są na tyle ważne, że nie możesz ich stracić. Pliki, a także … zbiór ulubionych zdjęć z kotami na deskorolkach. Nie zapomnijmy o śmiesznych gifach wykorzystywanych przy najróżniejszych okazjach. I jeszcze najważniejsze – są tam też e-booki które kiedyś kupiłeś w księgarni internetowej z zamiarem przeczytania, a do których nigdy nie zajrzałeś.

Pyszne – aplikacja, którą sprawdzasz ilekroć jesteś głodny po to, aby dowiedzieć się, że jak zwykle czas oczekiwania na jedzenie to ponad godzina i bardziej opłaca Ci się zajrzeć do lodówki.

TinyScanner – appka którą używasz zawsze wtedy, kiedy potrzebujesz zeskanować dokument przy użyciu smartfona. Skanujesz, używasz automatycznego kontrastowania i … orientujesz się, że dokument jest tak nieczytelny, że chyba czas najwyższy pogodzić się ze starym dobrym skanerem.

Linijka – legenda głosi, że ktoś kiedyś użył tej aplikacji. Nie odpalił po instalacji aby zobaczyć jak wygląda ale  … użył. Sprawdziłem dla Was i okazuje się, że tę legendę należy włożyć między bajki.

Veturilo – wygodna aplikacja, która służy do tego, aby zeskanować kod QR z jednośladu i dowiedzieć się, że rower jest aktualnie serwisowany i nie można go wypożyczyć. Oczywiście żadnego serwisanta nie ma w pobliżu, a rower wygląda na sprawny. „Drogi użytkowniku naszej aplikacji – możesz teraz nieskrępowanie ruszyć dalej na piechotę.”

Traficar – najważniejszą funkcjonalnością tej aplikacji jest możliwość sprawdzenia na mapie, że nie ma w pobliżu żadnego samochodu, który mógłbyś wypożyczyć na minuty.

Jakie aplikacje jeszcze znacie?

Jeśli znalazłeś jakąś literówkę, daj mi o tym znać poprzez zaznaczenie tekstu i wciśnięcie kombinacji Ctrl+Enter.

Będzie mi niezmiernie miło, jeśli dołączysz do mnie na Facebooku!

Kamil Lipiński – przedsiębiorca, bloger, projektant stron www, założyciel Mocnej Grupy Blogerów oraz człowiek, który ma wielką nadzieję na to, że można się czegoś sensownego o WordPressie dowiedzieć w 500 sekund.
Wierzący (bynajmniej nie w technologię) geek.
  • Jejku, ale pesymistyczne zestawienie;-)

    • Zestawienie zacne tylko perspektywa pesymistyczna. ;) Na szczęście to nie jest cała prawda o appkach.

  • Owuview – aplikacja która zawsze powie „nie dzisiaj Kochanie” 😉

  • Z tym Pyszne to racja. Lepiej tą aplikacją nie zamawiać i ją wywalić. Lepiej bezpośrednio na stronie restauracji, a coraz więcej restauracji ma taką możliwość u siebie na stronie. Do do Skycash – wiele razy ułatwił mi życie ratując się w ostatniej chwili przed opłatą konduktorską ;)

    • Oo, to ciekawe. W komunikacji miejskiej? Zwykle konduktorzy sprawdzaja czy bilet był kupiony po zablokowaniu kasowników.

      • Nie jestem z natury „kombinatorem”, ale moim zdaniem pasażer raczej ma prawo powołać się na „zbyt wolny internet” i że zakup biletu odbył się z lekkim opóźnieniem.

      • I słusznie. To trochę tak jakby w trakcie wrzucania moniaków do automatu biletowego w komunikacji kontroler poprosił o okazanie biletu przed jego faktycznym zakupem.

  • Jak zwykle swoim komentarzem wsadzę łyżkę dziegciu w beczkę miodu ;) Do rzeczy:
    – nie mam właściwie ani jednej z tych aplikacji. Fejsa na telefonie nie mam z wyboru (nie lubię być szpiegowana). Zamiast Pocketa używam Instapaper – od czasu, kiedy odkryłam, ile zasobów Pocket zużywa z prostej przyczyny – może. Generalnie jestem wrogiem czegoś, co moja koleżanka z pracy (doskonale ogarnięta technologicznie, wiek 65+) nazwała smartficą, czyli postępującą martwicą mózgu ze względu na to, że wszystkie obowiązki niegdyś spoczywające na naszej pamięci i zdolnościach interpersonalnych przekładamy na aplikacje ;)

    Tekst mi się podoba, bo nie zachwycasz się w nim bezsensownie tymi wszystkimi „zdobyczami” ostatnich lat. Dziękuję.

    • Bo nie ma się co zachwycać jeśli aplikacje zamiast nam pomagać zaczynają coraz częściej przeszkadzać. O tym się mało mówi więc postanowiłem to pokazać. Być może w przejaskrawionej formie, bo wiele tych aplikacji mam i z nich korzystam choć uczę się ustalać priorytety – kiedyś appka FB była na pierwszym ekranie a teraz jest na ostatnim, bo uznałem że jest najmniej potrzebna.

      Piękne określenie – smartfica. Dopisuję do prywatnego słownika :)

      • Ja grupuję aplikacje w folderki – na iPhone to nie wygląda jakoś straszliwie, a paradoksalnie – dzięki grupowaniu w ogóle pamiętam, że jakąś aplikację mam i powinnam ją przetestować (głównie po to instaluję). Wszystkich dziwi, że ciągle korzystam z papierowego kalendarza i notesu, chociaż wiesz – czasem korci mnie, jak by to było – mieć w całości cyfrowe życie? Raczej się nie skuszę ;)))

  • Dla mnie apki są ostatnio całym światem, jako że pracuję w firmie, która je produkuje. Nie mam ich na telefonach setki, nawet nie jestem blisko tej liczby a mam masę dziwnych, niepotrzebnych mi narzędzi, które poinstalował mi mój chłopak, żeby pewnymi rzeczami zarządzać.
    Mam i jabłko i no powiedzmy androida (sailfish x) i kurcze ani tu ani tu nie korzystam z więcej, niż 10-15 aplikacji. A to i tak pewnien na wyrost :)

  • Mi aktualnie booking i airbnb mówią, że w mojej okolicy jest kilka wolnych pokoi, jedna noc w cenie mojego miesięcznego budżetu. Bardzo przydatne ;)

    • Taka okazja może się nie powtórzyć! Mieszkać jeden dzień w super lukusowym apartamencie, a resztę miesiąca pod mostem bo na czynsz nie starczyło ;)

      Mi się czasem zdarza dostawać ofertę wynajmu mieszkania w mieście z którego wyjechałem 1-2 tygodnie temu, pewnie tak na wszelki wypadek gdybym jednak chciał wrócić.

Subscribe without commenting




Instagram

Raport o literówce

Następujący tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: