Biskupi na Facebooku Złota zasada łączenia kolorów


5 sposobów na szybkie i bezbolesne samobójstwo


25 czerwca 2015, 22:20 | 60 komentarzy | 75 385

Poniżej przesyłam listę tabletek, których wzięcie w dużej ilości pozwoli Ci w łatwy i bezbolesny sposób zabić się. Mam wielu znajomych, którzy z tej metody skorzystali, więc jeśli chcesz iść za ich przykładem to czytaj dalej. Możesz być spokojny – metody o których piszę są pewne i ostateczne.

Ściemniałem. Nie znajdziesz tu porad jak się zabić. Zanim zamkniesz tą kartę – posłuchaj.

Nie wykorzystałem szansy, żeby pogadać i być bliżej

Mam kilku znajomych, którzy to zrobili. Chcę wspomnieć tylko o jednym z nich. Bartek był radosnym chłopakiem. Zapamiętałem go jako gościnnego, uśmiechniętego od ucha do ucha chociaż wyraźnie zamyślonego. Śmiał się w towarzystwie najgłośniej ze wszystkich. Chętnie wchodził w nowe środowiska, zależało mu na tym by robić coś pro publico bono. Czasami rozmawialiśmy, wiedziałem o tym, że ma problemy. Przypadkiem dowiedziałem się o problemach znacznie większych niż te, o których mi mówił. To skomplikowana historia ale dowiedziałem się tego od kogoś, kto nie znał go osobiście. Ponieważ nie byliśmy z Bartkiem jakoś specjalnie blisko, miałem poczucie, że gdybym wspomniał o tym czego się o nim dowiedziałem to podważyłbym zaufanie osoby, której się zwierzył. Dlatego nie zrobiłem nic. Żałuję.

Bartek się zabił. Skoczył pod pociąg. Mógłbym pisać słodkie pitu-pitu o tym co by było gdyby żył. O tym, że miałby dziewczynę/żonę i układał sobie życie. O jego stabilnej sytuacji finansowej. Przecież wszystko by się mu jakoś ułożyło. Zawsze tak jest.

Gówno prawda. Nie wiem w jakiej sytuacji był. Z pewnością były to problemy ekstremalne z którymi nie mógł sobie sam poradzić. Nie potrafię sobie wyobrazić jakie uczucia mu towarzyszyły i co go ostatecznie skłoniło do tego, aby tego dnia wstać wcześniej i zamiast iść do szkoły pójść na torowisko. Nie wiem też jaka byłaby jego przyszłość.

Wiem tylko jedno – teraz już się nigdy tego nie dowiem.

Żałuję, że wtedy mając wiedzę większą niż inni nie skorzystałem z tego, że znam go osobiście. Mogłem pogadać, częściej się z nim spotykać. Towarzyszyć mu. Poszedłem na łatwiznę i teraz mogę się tylko tłumaczyć, że nie wiedziałem jaki będzie tego finał. Wiem, że wobec tego co się stało każde słowo to będzie za mało, ale z braku słów powiem jedno – przepraszam. Zawiodłem.

Przypadki tylko w gramatyce

Nie znamy się. Trafiłeś na tego bloga przypadkiem, ale wierzę mocno w to, że przypadków nie ma. Mam do Ciebie prośbę. A w zasadzie dwie. Nie szukaj kolejnej strony z poradami „jak się zabić”. Jeśli to silniejsze od Ciebie to załóż sobie teraz (jeśli mówię teraz mam na myśli TEN KONKRETNY MOMENT) blokadę na strony, na których możesz znaleźć odpowiedź na to pytanie. Lepiej żebyś nie wiedział jak to się robi, bo z tą wiedzą będzie jeszcze trudniej. Druga prośba jest trudniejsza i zdaję sobie sprawę z tego, że będzie wymagała od Ciebie odwagi. O taką odwagę chciałbym Cię prosić. Poniżej znajdziesz kilka numerów. Weź w rękę telefon i zadzwoń. Wciśnij słuchawkę i poczekaj. Nie tylko dwa sygnały. Czekaj do skutku, aż usłyszysz głos w słuchawce. I nie rozłączaj się, pogadaj. Powiedz o tym co Cię zżera od środka. Zrzuć ciężary z pleców. Zaufaj.

116 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym
22 425 98 48 – Telefoniczna pierwsza pomoc psychologiczna
116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia”
800 112 800 – „Telefon Nadziei” dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej

Gdybyś szukał duchowej pomocy pod adresem pogotowieduchowe.pl znajdziesz kapłana, który czeka na Twój telefon.

Będzie mi niezmiernie miło jeśli dołączysz do mnie na Facebooku!

O autorze

Kamil Kamil Lipiński - przedsiębiorca, bloger, projektant stron www, założyciel Mocnej Grupy Blogerów oraz 500 sekund. Wierzący (bynajmniej nie w technologię) geek.

  • Kiedyś mój przyjaciel popełnił samobójstwo. Tak nagle, miesiąc przed ślubem z kobietą, którą kochał od dwunastego roku życia. Nie mam pojęcia co mogło go do tego skłonić. Parę nocy wcześniej wysłał mi dziwny wiersz, ale nikt się nie spodziewał… To jest zawsze wielka tragedia :(

    • Ogólnie, bardzo Ci dziękuję, popłakałam się, zalogowałam na starą pocztę i zaczęłam czytać jego maile sprzed siedmiu lat, a zaraz zgram sobie jego powieść i będę znów czytać…

      • Szkoda, że nie da się cofnąć czasu i podjąć innej decyzji. Pisząc ten tekst też sięgałem do archiwum swojej skrzynki.

        Historia Twojego przyjaciela i Bartka miały miejsce w przybliżonym czasie. Ciężko nawet w minimalnym stopniu wyobrazić sobie to, co mogła czuć Jego narzeczona jak się dowiedziała.

      • Ja wiem, że nie mogłam zrobić nic… Jedyne co mogę teraz (i planuję odkąd jestem na Śląsku) to odszukać jego grób i się pożegnać (ryczę jak bóbr). Był mi naprawdę bliską osobą wtedy, jak miałam 16 lat…

        Chyba kiedyś będę musiała w końcu o nim napisać…

        Nie mam pojęcia co mogła czuć Karolina, wiem jak ja się czułam. Napisała mi maila, że odebrał sobie życie, że nie ma pojęcia dlaczego i jest na lekach bo nie umie sobie ze sobą poradzić… To był czerwiec, 12 lipca bodajże mieli brać ślub :(

      • Najgorsza jest chyba ta niemoc.

      • Bardzo mi przykro. Jak sobie to wyobraziłam, to i mi łezka się w oku zakręciła. :(

  • Bardzo mi przykro, ale czasu nie da się niestety cofnąć. :(
    Mam nadzieję, że komuś pomoże Twój tekst.
    Pozdrawiam cieplutko!

  • Psiakoncowa

    Pocaluj mnie w dupe ,to ze zamierzam se pierdolnac w leb za przeproszeniem to od razu znaczy ,ze musze byc jakis uposledzony ,mi sie porostu chce zniknac i to tak jakby wogle mnie nie bylo ,i niczego mi nie brakuje nawet urody ,wogle co ja tutej robie? SORKI ZA HAMSTWO ,ide sie przewietrzyc moze cisnienie ze mnie zejdzie;)albo se przytrzasne palce miedzy drzwiami;)

  • Tomek

    Ja juz nie mam sily zyc. Boje sie zycia. Nie dzwonie do nikogo a na pewno nie dzwoniłbym do zadnych telefonow zaufania. Nie chce z nikim rozmawiac. Ludzie mnie zgnębili. Prawdopodobnie jestem gejem, zachowuje sie jak dziewczynka. Mam juz swoje lata, ale dluzej nie wytrzymam. Do problemow psychicznych, izolacji,. wysmiewania braku szacunku ze strony ludzi, doszly problemy fizyczne, osteoporoza, braki witaminowe w calym ciele. Wiele lat sie męcze, nie mam pracy, nie mam znajomych, kobiety mnie zdradzały, rzucały w problemach, oszukiwały (nie chcialem byc jak gej tylko normalny i udawałem). Polska to nie kraj dla wrazliwych ludzi, a na pewno nie innych. Na pewno nie mezczyzn cierpiących, słabych fizycznie, psychicznie. Wada genetyczna, smiec ludzki. Nasluchalem sie na swoj temat najgorszego i juz nie umialem z nikim rozmawiac. Wyrzucony z domu, nikt sie do mnie nie odzywa od 6 lat. Nikt. Mam tylko komputer i gry. Kradne alkohol bo nie ma mpieniedzy a to jedyne lekarstwo ktore pozwalalo mi sie usmiechnac i byc pewniejszym siebie niz male, nieporadne dziecko, sierota zyciowa. Wiekszym g* nie mozna bylo sie urodzic. Nikt nie wie jak to jest ale sie takich ludzi jak ja tępi, za wyglad, zachowanie, za wszystko. Nikt nie szanuje, nikt nie lubi, a ja kazdemu bym nieba nadstawił, wysłuchał, pomogl i zrozumial. Co to za swiat? Czemu Bog mnie stworzyl pisząc że homoseksualizm to grzech i powinno sie ich zabijac, separowac i wysmiewac? Po co sie taki urodzilem? Od dziecka mam problemy ze sobą, bo nie byłem jak chłopiec wcale, a probowano mnie na takiego wychowac. Na sile, na chama. Tylko spowodowalo to brak akceptacji siebie i nienawisc do siebie. Spoleczenstwo jest totalnie zacofane jesli o to chodzi. Zawsze marzylem by byc prawdziwym mezczyzna, ale zawsze bede podróbką, kobietą w chłopięcym ciele. Nie mam za grosz męskosci w sobie i nic męskiego nie umiem robic, ani rozmawiac po męsku. Jestem na samym dole hierarchii mezczyzn. Nie ma nikogo gorszego jak zniewiescialy gej, ktory jedyne co ma to histerie, depresje i lęki w sobie. Nie wiem ile wytrzymam jeszcze. Chce zeby byl koniec swiata i ktos mi odpowiedział na pytanie po co sie urodzilem taki i za co to cierpienie? Za co to nieprzystosowanie? Mezczyzni mnie nie lubią, patrzcie na Ronaldo jak go wyzywaja pod artykułami, gwiżdżą, a on sie tak zachowuje bo ma kobieca psychike. Patrzcie na M Jacksona ktory sie zabil, nie wytrzymał tego, ale i tak długo pozył. W duzym cierpieniu, ale miał talent wiec choc spiewal. ja nie umiem nic i niczego nie umialem sie nauczyc. łamaga, nadwrazliwiec, melancholik, fizycznie jak 12 letni delikatny chłopczyk a mam praiwe 30 lat. nikt nie byl ze mna szczery, nikt mnie nigdzie nie zapraszal, udawalem kogos kim nie jestem by byc zaakceptowanym. nawet udawalem agresje, przez co wpakowywalem sie w klopoty. wolałem miec problemy, pokazac ze pojde do wiezienia nawet, niz zeby uznawali mnie za niemęskiego. jest to najgorsze co mozna przezyc bo to od urodzenia jest. od urodzenia brak akceptacji i zycie bez celu. bez mozliwosci posiadania rodziny bo kobiety nie chca takich. bez kolegow bo mezczyzni sa inni. niedojrzaly do tego bo sobie z niczym nie radze. zero pracy, pieniedzy, rodziny, znajomych, ból coraz gorszy, brak perspektyw. samotnosc, wysmiewanie na kazdym kroku zanim nawet sie odezwe lub straszenie pobiciem a nawet pobicia. nikt tez mnie nie rozumie wiec musze dusic to w sobie. na kazdym kroku. psychika siada od tego. nic tylko sie zabic.

    • Hej Tomek,

      Dzięki że napisałeś. Jesteśmy w podobnym wieku choć z bardzo różnym bagażem doświadczeń. Jestem daleki od oceniania Cię czy dawania złotych rad, które zmienią Twoje życie, bo szybkie rozwiązania najzwyczajniej w świecie nie istnieją, a każda decyzja zmiany wiąże się z podjęciem dużego wysiłku.

      Zachęcam Cię jednak do podejmowania wysiłku i sukcesywnego naprawiania sytuacji w której jesteś. Daj znać jak będę mógł Ci jakoś pomóc.

      • Tomek

        Napisałem bo szukałem informacji jak szybko sie zabić, ledwo dysząc z wyczerpania. Nikt nie jest mi w stanie pomóc jesli nikt z bliskich nie mógł, nie chciał. Brak pieniedzy, brak mozliwosci leczenia, brak spełnienia się. Zeby bylo choc to, nie mowie o ludziach, ktorzy sa podli, krytyczni, oceniaja bez skrupulow uwazajac takich jak ja za gówno, ze psuje reputacje innych mezczyzn swoim istnieniem, ale nawet rodzina zyczy mi smierci lub psychiatryka do konca zycia. Takze o co ja gram? O spelnienie marzen innych, a swoich cierpien i braku perspektyw.

        Dzieki za odzew. Choc w internecie moge czuc ze istnieje dla swiata.

      • Kacper

        Rozumiem Cię, nawet nie wiesz jak bardzo. Sam często zachowuje się jak dziewczyna i w ogóle nie interesują mnie męskie sprawy, przez co znajomi i starszy brat mnie krytykują, krzywo na mnie patrzą. Jednak nie wiedzą jaki na prawdę jestem. Mam nadzieję, że nawet nie podejrzewają, bo nauczyłem się nakładać na siebie maskę i ukrywać to, że jestem innej orientacji seksualnej. Zatem puki co nikt o tym nie wie i nawet boję się myśleć, by ktoś z bliskich lub znajomych się o tym dowiedział. Nie byłem bity, ani wyszydzany na każdym kroku, bo staram się ukrywać prawdę, ale rozumiem jak ciężką być tym innym, „przeklętym” od urodzenia, cierpiącym przez zamkniętych na świat ludzi, którzy nawet nie chcą spróbować cie zrozumieć – od razu cie skreślając. Dlatego cały czas noszę perfekcyjną, fałszywą maskę i czekam kiedy ją będę mógł ściągnąć.

    • maxix

      trafiles po prostu na zle towarzystwo. Rozumiem Cie czesciowo bo przechodze przez cos podobnego. Brak akceptacji ze strony ludzi za glupote.Za to ze jestem dzieckiem majac 25 lat a nie os. dorosla za to ze czasem mi odwala. Ani rodzina ani inne os. mnie nie akceptuja chociaz staraja sie ale wiem ze jest inaczej. Sa na tym swiecie ludzie ktorzy akceptuja to. Po prostu takich ludzi jak ci olej nie sa niczego warci. Wielu ludzi boryka sie z tym samym problemem.

      • maxix

        wiele razy bylam przezywana w gimnazjum czy w podstawoce. Zaczelam nawet chodzic na wagary i pozniej siedziec w domu bo tam nie bylo nikogo kto moglby mnie przezwac czy wysmiac sie ze mnie. moja matka jest uzalezniona od alkoholu, mam bardzo ciezka sytuacje w domu, tata olewa . czesto zdarzalo sie tak ze dostalam za nic.

      • maxix

        ale zyje nadal i wiesz co wcale nie mam zamiaru sie zabijac bo wiem ze pewnego dnia sie uda. teraz jest zle ale moze byc inaczej :)

      • Tomek

        Ok ale jesteś kobietą, z kobietami jakos sobie radzę w rozmowach. Mezczyzn sie boje – agresji skierowanej na mnie. Kobiet sie nie bije, gejow owszem. Kobiet mezczyzni zwykle nie obrażają, mezczyzni sie ciagle obrażają. Nie wiem, a moze musimy sie poznac?

        Szkoda ze nie ma nigdzie tutaj kontaktu do Ciebie. Jakby cos to do mnie kontakt to mailjakmail4@o2.pl

  • A.

    Dzięki Autorze za ten wpis, polecam to rozwiązanie osobom, które jeszcze są na początku szukania pomocy w depresji. Wierzcie mi jeśli zazwyczaj Wasze życie jest znośne a kryzys pojawił się w wyniku jakiś niepowodzen lub traumy to macie dużą szansę, żeby się z tym uporać. Ja niestety choruje już 14 lat – połowę życia :) i o ile poradziłam sobie z typowymi objawami depresji i walcze o siebie to te lata choroby wpędziły mnie w niezłe bagno i zaległości w życiu, których już się nie da nadrobić w mojej sytuacji. Trzymam kciuki za Wasze sukcesy w walce o siebie.

  • vaka

    Ja zawsze jak widzę te wpisy z tej akcji, to chce mi się trochę parsknąć śmiechem. Bo głównie chodzi w nich o to, by zawrzeć na końcu numery telefonów, które magicznie mają pomóc osobom w depresji. Poważnie? Zadzwonienie do jakiejś obcej osoby i wygadanie się, nie jest lekiem na całe zło. To jakaś dziwna wiara, że psycholog pracujący po drugiej stronie słuchawki może nam pomóc. W ogóle dziwna wiara w to, że psycholog jest w stanie lepiej od nas poznać naszą głowę w ciągu krótkiej rozmowy i przekonać nas byśmy wybrali życie. To jacyś bogowie, czy co? Nie mam pojęcia dlaczego z lekarzy robi się takie alfy i omegi. Jestem zdania, że to my najlepiej znamy samych siebie i wszelkie chodzenie do psychiatrów, psychologów, terapeutów jest stratą czasu i pieniędzy. Ci ludzie są tylko… ludźmi. Zaserwują nam swoja standardową gadkę, zadadzą pytania do których moglibyśmy dojść sami, gdybyśmy tylko pomyśleli i powiedzą nam to co już sami doskonale wiemy. Większość z nas zna odpowiedzi na pytania jakie mogą nam zadać i jest sobie w stanie wyobrazić, co usłyszymy w takim telefonie zaufania. Nic nowego, nic czego byśmy nie wiedzieli. Bzdety o tym, że zaoferują nam nową perspektywę i w ten sposób zawrócą z depresyjnej ścieżki można włożyć między bajki. Jeżeli jest się człowiekiem, który zastanawia się nad swoim życiem i w miarę dobrze zna siebie, to psychiatrzy z całą ich gadką, stają się bezużyteczni. My to wszystko, co mogą nam powiedzieć wiemy. Problem w tym, że nie potrafimy tej wiedzy zastosować.To jak słuchanie logicznego i racjonalnego wywodu i gdy część ciebie kiwa głową, że „tak, racja, macie racje!”, większość spuszcza głowę, odwraca się plecami i odchodzi. Dlatego właśnie zastanawia mnie jak wielu osobom i na jak długo pomogły takie telefony. Teksty o wygadaniu się też mnie nie przekonują. Osoby w depresji raczej nie mają ochoty gadać do słuchawki, do obcych ludzi, bo większość z nich jest tak zamknięta w sobie, że wolałyby się powiesić na suchej gałęzi niż gadać z kimś obcym o swoich problemach. „Wygadanie się” to mit. Powiesz komuś o swoich problemach i co? Co to właściwie zmieni? Problemy nadal pozostaną takie same, ciężar przez minutę będzie lżejszy, a potem wróci ze zdwojoną siłą, bo prawda jest taka, że i tak zawsze na końcu zostajemy z tym wszystkim kompletnie sami. Taki telefon to jak naklejanie małego plastra na wielką ranę. To naprawdę smutne.

    • Vaka, masz rację. Psychologowie, terapeuci nie są bogami i za takich się większość z nich nie uważa. To ludzie ulepieni z podobnej gliny jak Ty i ja, a depresja to stan w którym raczej stroni się od kontaktów międzyludzkich więc pozornie to rozwiązanie wydaje się nietrafione. Jest jednak jeden aspekt, którego nie można przecenić. Ktoś kogo dotyka depresja sam z niej najprawdopodobniej nie wyjdzie. Potrzebuje pomocy aby stanąć na nogi. Nie tyle wiedzy teoretycznej ale wsparcia, sugestywnej osoby, która przejdzie z nią drogę od „wiem” do „robię”.

  • kaaaaat

    Szczerze mowiac, jak przeczytalam, ze nie znajde tu porady odnosnie popelnienia samobojstwa – przestalam czytac. Ja przegralam zycie, w dodatku depresja wpedzila we mnie lenia, leze w lozku, nie jem, nie sikam, nie mysle – super. Jakby mi sie chcialo zyc, to bym sobie zadzwonila, nawet osobiscie poszla do psychologa. Ale ja mam 23 lata a moje zycie to pieklo, nie ma wyjscia, nie ma szans na cos lepszego. Wiec pobladze na innych stronach.

    • Wiem, że każda moja odpowiedź będzie traktowana jako zbędne wymądrzanie się ale jeśli Twoje życie to piekło, to musiał się odbyć pewien proces który do tego stanu doprowadził. Przypuszczam, że kiedyś było inaczej. A gdyby tak udało Ci się krok po kroku wrócić do stanu sprzed chwili obecnej? Nie mówię o radykalnych zmianach, wymagających dużo wysiłku. Mam na myśli niewielkie decyzje, za którymi podążanie pozwoli Ci trochę oddalić się od trudnej sytuacji w jakiej się znalazłaś.

  • konrad

    Pewnie mi nie odpiszesz ale mam depresje od 10 roku życia teraz mam 15 lat moje zycie to szambo byłem w psychistryku starałem się to naprawić a po miesiącu po wypisie wszystko wróciło do szarej bolesnej prawdy mam wyrzuty sumienia czesem bez powodu i nie wiem co zrobić

    • Z pewnością jesteś w bardzo ciężkiej sytuacji. Chciałbym jednak żebyś pamiętał, że nie jest ważne to po jakim czasie wszystko wróciło do poprzedniego stanu, ale ważne jest to ile czasu dajesz radę wytrzymać bez myśli samobójczych. Życzę Ci dużo silnej woli i odwagi w stawianiu naprzeciw problemom.

  • K.U.

    Mam Aspergera, nigdy mi się nic nie udawało. Nie mam talentów, jestem gruba i brzydka i nie taka jak by się chciało. Każdy marzy o zdrowym dziecku, no nie? Rodzice mnie złapali na cpaniu pół roku temu. Bł w robocie paralizator. Dzisiaj gaz pieprzowy. Jestem cała w bliznach. Jestem niepotrzebna i nie mam powodu by żyć. Nie raz podrzynałam sobie paznokcie. Ostatnio psychiatra zapisała mi lek Asentra. odstawiłam. Nie potrzebuje jej pomocy. Nikogo. Chce umrzeć.

  • anna77

    Mam 39 lat i pozornie jestem szczęśliwa . Pracuję w poradni rodzinnej , niewiele zarabiam ale jakoś daję radę . Wiem dobrze , co to depresja czy choroba dwubiegunowa . Byłam u psychiatry , niestety nic nie zdiagnozowała , tylko zmęczenie . Poszłam do psychologa , a ten na wstępie zapytał mnie czy przyszłam po to , zeby zdobyć „papiery ” na rentę . Odwróciłam się i wyszłam . Od kilku miesięcy myślę o samobójstwie a Boga proszę by moje zycie dał komuś innemu . Mam partnera z którym jestem od 3lat . Niestety ostatnio nie chce mieć ze mną nic wspólnego , żyjemy jak znajomi . Przytyłam 6 kg i to mu przeszkadza , woli grę lub komputer ode mnie , straszy mnie, ze odejdzie . dla rodziców jestem dobra jeśli jestem potrzebna , czasem dochodzą problemy z finansami . Jedyną osobą dla której jeszcze tego nie zrobiłam jest 4letni siostrzeniec . Sama ok. 4 lat temu straciłam dziecko przez ówczesnego narzeeczonego i jego siostrę . Czasem się boję samej siebie . Pomóżcie.

    • Aniu, przykro mi, że tak Cię potraktowano u psychologa i psychiatry. Chciałbym żebyś nie patrzyła na specjalistów przez pryzmat tych dwóch nieudanych spotkań.

      Twoja praca w poradni niesie za sobą konkretną wartość, choć może nie jest dobrze płatna. Pamiętaj o tym, że jesteś wartościowa, szczególnie wtedy kiedy pojawią się chwile zwątpienia. Trzymam mocno kciuki, żeby udało Ci się stopniowo prostować swoje sprawy i układać Twoje życie.

    • Marzycielka

      Anno nie przejmuj się tym że trochę ci się przytyło, kilka kilogramów to nie koniec świata :/
      Bardzo mi przykro ze straciłaś dziecko, jest to zapewnie straszne przeżycie :'(
      ale zobacz jaki świat jest piękny :) zacznij widzieć go z lepszej strony, każdy liść, każde stworzenie które żyje i zostało stworzone przez Boga. To Bóg dał ci szanse byś przeżyła swoje życie jak tylko chcesz więc ją wykorzystaj :’) w jaki tylko sposób.
      Spójrz w lustro i zobacz jaką jesteś piękną kobietą, zobacz ilu mężczyzn chwyciłabyś za serce :) Nie powinnaś spędzać każdego kolejnego dnia z partnerem który ma taki szacunek do ciebie, który nie wspiera cię w trudnych chwilach. Nie patrz za siebie, wyjedź gdzieś na kilka dni, odreaguj, przemyśl kilka spraw, przemyśl to cy na prawdę chcesz pożegnać się z życiem.
      Zamknij oczy i wyobraź sobie mężczyznę który całuje cię w czółko na dobranoc, który mówi że cię kocha, że możesz mieć w nim oparcie, z którym dożyjesz późnej starości, pijąc herbatkę w cieplutkim fotelu, trzymając go za rękę :’) i wnuczęta, które pałętały by się miedzy waszymi nogami.
      To wszystko może być twoje tylko w siebie uwierz, pamiętaj nie patrz za siebie, idzie lato, zrób coś dla siebie, weź się w garść i nie przejmuj się ludźmi którzy nie są godni twojej uwagi. Uwierz w siebie bo jesteś kobietą która na to zasługuje ;) Pozdrawiam możesz piać na mojego emaila malista01@wp.pl Jestem do twojej dyspozycji

  • Ssaammoobboojjccaa

    Mam XX lat. Jestem dzieckiem indygo. Przyszedłem by wspomóc ludzi w procesie wzniesienia. Niestety sam tu utknąłem. Życie w Polsce jest podłe, ludzie są podzieleni, walczą ze sobą, jak by mogli to by się zagryźli. Rządzący są ślepi i bezmyślni, zamienili odpowiedzialność na prawo. Chciałem pomóc ludziom, jednak sam potrzebuję pomocy. Wystarczył by szacunek, niestety nie ma go tu. A każde doświadczenie z zakompleksionym człowiekiem kończy się upadkiem. Nie chcę już tu żyć. Każdy upadek to więcej pracy, cierpienia. Już tego nie zdołam zrobić. Nie chcę tu żyć! Ludzie stworzyli sami sobie piekło! Nie pomogę im. Coraz bardziej myślę o tym rozwiązaniu. Samobójstwo to chyba jedyne rozwiązanie…

    • Nicosc

      Mam ten sam problem nie pasujący nigdzie indygo juz mam dość tej walki zmeczylam się życie mnie przytłacza.Ciagle coś zmieniam ciągle jest do dumy

    • beanowa

      Mam bardzo podobne odczucia. Od dziecka byłam uczona pomocy innym i sprawiało mi to radość – do czasu. Mój tato zachorował na raka, gdy miałam 4 albo 5 lat, całe nasze życie toczyło się wokół jego choroby. Starałam się jak mogłam, aby być dobrą córką – byłam grzeczna, dobrze się uczyłam i pomagałam w domu. Byłam córeczką tatusia. Poza tym zgłaszałam się do wszelkich akcji charytatywnych w szkole, szkole muzycznej i w kościele. Bawiłam się z wszystkimi dziećmi, uczono mnie, że nie można nikogo wykluczać i dobrze jest być po prostu miłym dla innych. Nasz dom był otwarty – moi znajomi często przychodzili spędzić z nami czas, pograć na komputerze, zjeść coś, czy wypić kako. Czasami pomagałam innym w nauce. Sami też otrzymywaliśmy wielkie wsparcie od innych. Te czasy wspominam umiarkowanie dobrze. Dlaczego umiarkowanie? Z mamą nigdy się nie dogadywałam. Czułam, że ona jest o mnie zazdrosna, że mnie nie lubi, może ma mi coś za złe (byłam wpadką, o czym bardzo chętnie mi przypominała). Moja mama wyjeżdżała do pracy zagranicę i nie było jej w domu przez kilka miesięcy. Kiedy wracała bardzo chciała wprowadzić swoją dyscyplinę i zarzucić mnie przeróżnymi zajęciami. Do tego, gdy coś szło nie po jej myśli biła mnie po twarzy. Nie podobała się jej moja waga,ubiór, fryzura (kiedyś fryzjerce kazała ściąć moje włosy na „chłopaka”, a ta pomimo moich próśb, żeby włosów za bardzo nie ścinała zrobiła to o co ją poprosiła mama) – na wszystko chciała mieć wpływ. Wszystko musiało być tak jak ona tego chciała. Teraz gdy jestem dorosła babcia powiedziała mi, że nie mogła patrzeć na to jak traktuje mnie mama, ale przecież jestem jej dzieckiem i ona nie mogła się wtrącać w to jak mnie wychowuje. Mam jej za złe, że nie zareagowała. Poza tym, jako że jestem jedynaczką większość czasu spędzałam z dorosłymi. Byłam świadkiem wielu kłótni i wyciągania brudów. Wiedziałam o rzeczach, które tak młode osoby wiedzieć nie powinny. Z jednej strony żyłam pięknym życiem, w którym miałam wspaniałego ojca (z wyrokiem śmierci, co utrudniało to życie, ale pozwoliło mi docenić każdy moment z nim spędony), przyjaciół, widziałam jak ludzie mogą być dla siebie dobrzy, wyrozumiali, widziałam po prostu uroki życia na Ziemii. Z drugiej strony widziałam patologie, przestępstwa, agresję, bałam się niektórych członków mojej rodziny, widziałam ból i cierpienie. Już jako kilkunastoletnia dziewczyna czułam, że to miejsce nie jest dla mnie, że wcale nie lubię żyć. Śmierć ojca tylko pogłębiła moje złe samopoczucie. Na szczęście w liceum udało mi się połowicznie oderwać od matki, wyprowadziłam się do babci i jakoś to było. Niestety w czasie studiów (których oczywiście też nie mogłam w pełni sama wybrać) mama znowu chciała przejąć kontrolę nad moim życiem. Po czterech latach zaręczyłam się, ale mama doprowadziła do tego, że po zaręczynach moje relacje z tym chłopakiem znacznie się pogorszyły (ona go nie lubiła, nie zgadzała się na ślub). W końcu się rozstaliśmy. Myślałam, że jeśli odetnę się od niej raz na zawsze, to może mi ulży, ale patrzę na to co dzieje się w Polsce, jak ludzie bardzo się nienawidzą, co dzieje się w naszych relacjach, jak polityka wpływa na nasze życie i obrzydza mnie to. Już nie mam sił. Nie mam sił na to, żeby działać, żeby było lepiej. Jeśli ludzie są podli dla siebie, nie potrafią uszanować wolności drugiej osoby, myślą tylko o własnym czubku nosa, to chyba nie jest z nami najlepiej. Moje zaangażowanie charytatywne też zmalało. Teraz jedyne w co wierzę, to pomoc dzieciom i zwierzętom, czasami bezdomnym (jeśli chcą zakupów a nie pieniędzy). Nie chcę żyć. Na pewno nie tutaj. Walczyłam z tymi myślami od ponad 10 lat i niestety, ale jest tylko gorzej. Byłam u 3 psychologów i nic mi to nie dało. Dwóch z nich tylko pogorszyło mój stan. Odebranie sobie życie jest moim świadomym wyborem. Tylko jak to zrobić, żeby nie bolało?

  • karolina

    Tak naprawdę pomóżcie, dziś po 4 latach bycia kochanką zostawił mnie ten facet, i nawet jednego słowa nie powiedział ani nie przytulił, wiele poświęciłam, nawet dziecko usunęłam, bo on nie chciał, z tym dać sie żyć nie da, a śmierci sie boje, są jakieś bezbolesne sposoby

    • Hej Karolina. Faktycznie jesteś w ciężkiej sytuacji. Straciłaś 4 lata życia przywiązując się do kogoś, kto z dnia na dzień zniknął (już abstrahując od całej sytuacji i czy było to słuszne). Nie wiem jak bardzo jest Ci teraz ciężko, ale domyślam się że to pustka nie do wytrzymania. Proszę, żebyś spróbowała spojrzeć w przyszłość. Czeka Cię jeszcze setki wspaniałych chwil. Ta sytuacja, choć nie do pozazdroszczenia, nie jest ostatnią w Twoim życiu. Zaaranżuj nowe sytuacje, poznaj wartościowych ludzi i zacznij od nowa. Powodzenia!

  • Anna

    Jestem po rozstaniu. Cieżko, mi sie pozbierać po nim. Ale może od początku. Byłam ze swoim chłopakiem 1,5 roku, przez 7 miesięcy mieszkaliśmy razem. Od momentu kiedy miałam tylko studia i zrezygnowałam z pracy, przeżywaliśmy kryzys. On (Paweł) pracował po całych dniach i nie miał nigdy czasu. Ja miałam go dość sporo, dlatego wychodziły sprzeczki. Przyszły walentynki. Chciałam iśc bardzo na film do kina. Jednak Paweł powiedział, że jest chory i nie pojdzie. Poszłam sama. Byłam bardzo zła, że pozwolił mi iść samej i że nie chciał iść ze mną ( miał tylko katar i sie źle czuł nie umierał). Nie zrobił nic, żebyśmy spedzili ten czas razem. Po filmie byłam tak zła, że spotkałam sie z nowo poznanym chłopakiem. Zrobiłam to, żeby nie wracac tak szybko do domu. Rozmawiałam z nim jakieś pół godziny.Wróciłam do domu. Paweł powiedział ze weszeł na mojego fejsa i wiedział o tym spotkaniu. Po raz pierwszy sytuacja w której mnie sprawdził- zawsze mieliśmy zaufanie do siebie. W tamtym momencie sie rozstaliśmy. Ale postanowiliśmy mieszkać ze sobą do czerwca ze względu na umowe na mieszkanie. Jakoś sie dogadywaliśmy. Paweł wiedział, że go nie zdradziłam bo go kocham ale zawiódł sie na mnie. Od tamtej pory to on miał hasło na telefon co tez mnie dziwiło. Był weekend oboje zjechaliśmy do domu, miałam problemy chciałam zeby mimo wszystko został ze mna dłuzej. Przyjechał, dam mi pare rzeczy i stwierdził ze jedzie do kolegów. Bardzo mnie to wkurzyło. Wieczorem wyszłam na dyskoteke, troche wypiłam i zaczełam sie całować z moim kolegą- stwierdziłam, że Paweł mnie olał jak miałam problemy, i nie jesteśmy razem to bez różnicy. (Bo jednak nasze relacje inaczej wyglądały po rozstaniu). Okazało się, że Paweł wtedy też tam był… i to widział. Ale to wyszło po paru dniach. Wróciłam do Lublina. Był w pracy. Moj komputer sie pospuł i pożyczyłam od niego. Wyswietliła mi sie informacja o wiad na fb, od jego kolezanki. Przejrzałam te wiad. Bardzo na mnie napierdalał w tych wiad. I to przed akcją z całowaniem. Wkoncu zobaczyłam jak ona wysłała mu zdjecie w bikini. W tamtym momencie sie załamałam. Doprowadziło to do tego, że dzien pozniej jak był w pracy wyprowadziłam sie. Jeszcze napisałam, że wykorzystam, to zdjecie to zaczął ,mnie straszyć, że też ma moje różne zdjecia, które tez wykorzysta. Miesiac po rozstaniu spotykaliśmy sie, twierdził, że mnie kocha ale mi nie ufa i potrzebuje czasu. Rozumiałam go. Twierdził, że nic go nie łączy z tamtą dziewczyną. Postanowiłam, że odetne się, zatęskni, wróci. Jednak nie. Okazało się, że spotyka sie z tą dziewczyną i to intensywnie. Wiem, to od niej. Sam potem przyznał, że nie powiedział by mi prawdy, bo mnie zaboli. Nie chciał mi nic mówić na jej temat nawet jak juz wiedziałam. Z portali dowiaduje się, o tym przebiegu. W tym samym czasie spotykał sie ze mną i z nią. Mówiąc, że mnie kocha… a z nią nawet nie chce być. Bardzo boli mnie to, że nie wyznał mi prawdy od razu. Teraz ciągle o nim myśle. Jak mógł mnie tak potraktować… Widzę teraz, jakie to dziecko i wiem, że prędzej czy później byśmy sie rozstali ale chciałabym żeby to rozstanie wyglądało inaczej… Nie spotykam sie z innymi, bo ciągle coś czuję do niego.. I nie wiem, chce dac sobie spokój ale nie umiem. Nie wiem co mam robic.

  • anka

    Na niebieskiej lini jak jakis czas temu dzwonilam to powiedziano mi ze znecanie sie psychiczne jest trudno udowodnic wiec lepiej zeby mnie bil.super rada.

    • Jeśli tak było to zachowali się skrajnie nieodpowiedzialnie. Mam nadzieję że to pojedynczy przypadek i zazwyczaj „Niebieska linia” świadczy pomoc nie tylko dla ofiar przemocy fizycznej ale również psychicznej. To by świadczyło po lekturze ich strony internetowej, pozostaje mi mieć nadzieję że tak jest również po drugiej stronie słuchawki.

  • Vanessa

    A dlaczego nikt nie traktuje samobójstwa jako wyboru? Kamilu?
    Jeżeli ktoś tego dokonuje to wybrał swoją ścieżkę. Zmuszanie do życia ludzi nieszczęśliwych jest chyba nazbyt egoistyczne.

    • Wiem że to może zabrzmi brutalnie ale jest pewien porządek wartości. Życie ludzkie ma większą wartość niż jednostkowy wybór, który dziś jest taki, a jutro może być inny.

  • Marcin

    Samobójstwo wcale nie musi być złe. Ta planeta, ta materia w którą mnie odziano nie należy do mnie. Nie chcę jej. Nie mam sił żyć, aby żyć. Leki nie pomagają a mam ich już sporo. Pracę porzuciłem mimo że całkiem dobrze zarabiałem tych waszych pieniędzy. Nie mam sił nawet wstać z łóżka. Lekarzy nie ma, po prostu nie ma, więc nie ma już tzw. pomocy. Siedzę z psami. Jak wy Ziemianie w ogóle żyjecie? Ja Was nie rozumiem. Tak myślę że chyba dobrze byłoby umrzeć z głodu, zagłodzić te ciało. To jest niewolnictwo. Wolność to brak materii. Nie chcę pieniedzy, nie chcę pracy, nic co z Waszej planety pochodzi nie chcę. Ten kto zabija własne ciało, wygrywa duchem i umysłem. Zgodnie z zasadą zachowania energii istnieje w innej formie – pewnie nie biologicznej. To podróż, coś co nieodkryte. Może właśnie w ten sposób da się przekroczyć prędkość światła – nie jako pojedynczy foton, ale właśnie niematerialnie. Einstein miał rację – logika zabierze Cię z punktu A do punktu B, wyobraźnia zabierze Cię wszędzie.

    • Ciało i dusza są integralne. Dzięki temu, że masz ciało możesz opiekować się swoimi psami. Możesz też znacznie więcej i mam nadzieję że na nowo uda Ci się odkryć to, że ciało nie jest więzieniem, ale Twoją formą wyrazu. Sposobem komunikowania się ze światem i z Tym, który jest ponad światem.

  • Elka

    Siedze i płacze.
    Nie radze sobie, klasycznie, po rozstaniu. Zdrada z mojej strony, Swoje trzeba wycierpieć i ponieść konsekwencje. Nie radze sobie, czemu?
    Przyjaciółka- jedyne i największe moje oparcie, odsuneła się „bo tak” mimo że jej czyny były dużo gorsze. Powód? ON. ON jej sie podoba i tylko o to chodzi mimo że ON jej nie chce, woli się kumplować z jej męzem…
    Rodzina? Zero wsparcia czy jakiegokolwiek zainteresowania. Nie chce żeby ktoś sie litował i głaskał po głowie, tylko żeby czasem porozmawiał.
    Znajomi ? Okazało się że ich nie mam..
    ON? ON jest wspaniały, moge mieć w nim wsparcie. Ale mieć nie będe. Czemu? Bo bardzo mnie boli to jak widze jak wspaniale mu jest be zemnie.
    Minęło 8 miesięcy…w tej chwili zalewam sie łzami i chyba sama do końca nie wiem o co mi chodzi. Jak można „nie dawać sobie rady”…. teraz rozumiem.. i patrzę.
    Na co? Na zdjęcie jak ON się świetnie bawi z moją była przyjaciółką i resztą towarzystwa.
    Ja w sobote wieczór siedze sama w pustym domu i płacze do laptopa. Pierwszy raz to zrobie…..wyciągne wódke…

  • Gunia

    Nie wiem co o tym myśleć. Zbyt ciężka sprawa. Nie mam bliskiej osoby, z którą mogłabym porozmawiać, chcę, aby ktoś mnie wreszcie zauważył. Nie chcę dzwonić do kogoś, kogo nie znam. Nie wiem. Boję się.

  • Damian

    Wyśmiewany, poniżany, obrażany…za co? Czym zawiniłem? Staram się uciec, ukryć przed wszystkimi. Wtedy czuję ulgę. Nie chce aby ktokolwiek na mnie patrzył. Wyglądam śmiesznie, nikt nie traktuje mnie poważnie. Mam 20 lat, zero perspektyw i chęci na cokolwiek. Każdy wyjście z domu to wyzwanie, staram się nie zauważać oczu patrzących na mnie, ust szepczących do znajomego obok „spójrz na niego, odwróć się”. Zero współczucia, zero zrozumienia. Brak miłości i świadomość ludzkich zachowań sprawiają iż nie chce być człowiekiem, nie chce być tacy jak oni. To już drugi rok od załamania, nic się nie zmienia. Słaby psychicznie? Zapewne, w końcu kto jest w stanie być silny spotykając na każdym kroku poniżenie. Przecież mnie nawet nie znają, nic o mnie nie wiedzą. Dlaczego więc traktują mnie za gorszego? Nikt nie jest w stanie mi pomóc. Kocham życie. Pragnę go całym sercem i umysłem. Delektuje się każdą minutą, pięknem nieba, każda kropla deszczu na mym poliku, każdy powiew wiatru, dają nadzieję. Mimo to nie potrafię. Wiara osłabła, wszelkie starania spełzły na niczym. Chcę kochać i być kochanym. Nie ma już nic. Wszystko jest kwestią czasu.

    Nie róbcie tego, żyjcie, nie załamujcie się rozstaniem. To wszystko siedzi w głowach, to wasze myśli i odczucia, możecie nad nimi zapanować. Wystarczy mocno chcieć. Życie to najpiękniejszy dar jaki mogliśmy otrzymać.
    Niestety nie każdy na nie zasługuje, starałem się zrobić wszystko aby polepszyć nastrój emocjonalny, ćwiczenia, gra na gitarze, książki. Jednak zawsze później musiałem wyjść. Karuzela zatoczyła koło, stanąłem w punkcie wyjścia. Zawsze będę gorszy. Zbyt szybko. Nie miałem na nic czasu. Śmierć wyciągnęła pomocną dłoń i zaprasza. Czeka mnie wieczne ukojenie. Wieczny odpoczynek….śmieszne. W końcu nie mam od czego odpoczywać, jestem zbyt młody. Nie ma odwrotu. Została tylko jedno droga. Mamo, przepraszam. Zawsze będę Cie kochał.

  • grzegorz

    Witam Kamilu,
    skoro tutaj trafilem, to znaczy, ze mam emocjonalny problem, ale mam watpliwosci, czy jestescie w stanie mi pomoc, nie jestem osoba dobrze wykrztalcona, choc bardzo lubie ksiazki-rozne, muzyke-rozna(discopolo i hiphop odpapada), raczej roznego rodzaju metale i rock, czesto muze powazna-klasyczna, poezje spiewana, wybrany pop, z zagadnien najbardziej fiz-mat,kosmos, nieznane, zeglowanie to cos co mnie najbardziej krecilo, zeglowanie bez silnika, tylko jak kiedys, jak nasi przodkowie, dzieki sile wiatru i miesni, oczywiscie nigdy Ziemi nie przeplynalem, bo nie mialem takiej potrzeby, zeby cos udowadniac, wszystko co robie, robie dla siebie(chociaz w potrzebie nie stoje z zalozonymi rekomami), mam przeszlo 40 lat, bylem w konfikcie zbrojnym, (1 rok) ktory zmienil cale moje zycie, poglad na nie, wiary nigdy nie mialem w Boga( jakiegokolwiek ), chociaz nie mam nic przeciwko, kto chce niech wierzy, podobno to pomaga(mi nie), gdy wrocilem z wojska, zylem w odosobnieniu, odcialem sie od wszystkich znajomych sprzed wojska, a troche ich mialem, majac 22 lata, zamiast na dyskoteki i dziwczyny ja siedzialem w domu i czytalem ksiazki, lepiej sie dogadywalem z dziadkami 70-cio letnimi niz z moimi rowiesnikami, moja mama wyjechala do rodziny, powiedziala, ze pojechal jej radosny syn a wrocil zimny skurwiel, ze nie moze ze mna razem mieszkac, ciagle szukalem guza, nie balem sie niczego, az wreszcie, przed 30tka trafilem do „puchy” na 5 lat, ogarnalem temat dosyc dobrze, ale wyszedlem po blaszce i okazalo sie, ze jestem, ze zyje, ale nijak, nic nie daje mi szczescia, ba, nic nie daje mi zadnej satysfakcji czy zadowolenia, kase ktora zarabiam laduje w piwo i maszyny wrzutowe, trace kazda tygodniowke, nie mam na chate, blakam sie bez celu, znajomy zalatwil mi prace za granica, pojechalem, poukladalo sie wszystko jak powinno,przestalem pic, grac, czyli mozna,troche szwedalem sie ale wreszcie kontrakt, dosyc dobry(90%sredniej krajowej w UK), materialnie, zylo mi sie calkiem fajnie, kupilem nawet dom, ale poznalem dziewczyne, bo zaczalem pragnac normalnie zyc, miec dziecko, chodzic na zakupy cala rodzina i zyc szczesliwie, wjechalem w to, calkowicie, zemdlila mnie samotnosc, w koncu moja partnerka postanowila zjechac do PL, a ja w ciagu roku zjechalem za nia, gdy juz sie wydawalo ze wsio jest oki, znowu piach w oczy, nie moglem znalezc pracy przez 2-3 miechy, a przywozac sporo kasy wsio poszlo na dom, nie wzialem nic z tego, bo jej nie zaluje, ale pewnego dnia uslsyzalem ze skoro nic nie robie w domu to mam sobie szukac mieszkania, i znow zostalem sam, w jednym momencie stracilem mapy i kompas, a szoty sie pozrywaly i zagle wisza bezladnie, mam wielka ochote wyskoczyc przez burte, jak sie nie ma celu i kompasu zyciowego, nikt nie jest w stanie powiedziec cos madrego, kazdy chcialby pomoc, ale to Ciebie czy innych nie dotyczy, wiec stoicie spokojnie z boku i zastanawiacie sie co madrego powiedziec, a ja mam ochote powiedziec Boze zatrzymaj swiat ja wysiadam…

  • Aneta

    Nikt się o tzw życie sam nie prosił. Więc dlaczego ma na siłę w nim tkwić? Nigdy tego nie zrozumiem dlaczego ludzi na siłę do życia zmusza.

  • Pawel

    Tyle widze tu ludzi co ma problem z tym, ze ktos ze swojego punktu widzenia chce im pomoc. Jak nie tego szukaliscie, nie tego chcecie, to po co zostajecie pisac? Moze podswiadomie szukacie kogos kto was zauwazy i poslucha. W kazdym razie nie zaszkodzi skorzystac. Ja na pewno skorzystam. Ostatnio mysle tylko o tym jakie by to bylo latwe po prostu skonczyc, nie byc na codzien mieszany z blotem, sluchac od kobiety, ze nie ma milosci, byc wysmiewanym przez rodzicow podczas prosby o pomoc, bo jak to mozliwe, ze moj syn ma tego typu „niezrownowazony” problem? Wiec oficjalnie ci Kamil dziekuje za to kolo ratunkowe i na pewno skorzystam, i mam nadzieje, ze chociaz troche pomoze.

  • Agnieszka Tomaszewska

    jeśli ktoś odczuwa ogromny ból psychiczny samobójstwo jest jedynym rozwiązaniem i trzeba szukać jak się zabić byle skutecznie rozmowa tu nie pomoże.

    • Samobójstwo nie jest rozwiązaniem ale ucieczką od rozwiązania problemu.

      • Agnieszka Tomaszewska

        W moim przypadku nie ma rozwiązania nie ma nie umiem go znaleźć przy życiu mnie trzyma tylko myśl że może się nie udać kiedy pokonam tę myśl zrobię to.

  • Nie ważne

    Hej są też sytuację bez wyjścia tak jak moja. Ja i mój narzeczony znamy się od 7 lat zawsze byliśmy sobie bardzo bliscy zwiedzaliśmy się sobie że wszystkiego jak prawdziwi przyjaciele aż zaczęliśmy być w związku. Również razem wariowalismy za co spotkała nas kara mnie wyparła się rodzina jego podobnie ma tylko mamę i młodszą siostrę oraz mnie, ale to do czasu. Kiedy juz wszystko było ok, straciliśmy wszystko bo nie podobał się nasz związek: dwie zaawansowane ciążę przez wypadki (nerwy i wypadek w autobusie, ludzie ustapcie miejsca ciężarnej), dom, źródło utrzymania, ciepły kąt, rodzinę a nawet znajomych mieliśmy siebie, ale to był przełom jesień-zima spanie po działkach a później w piwnicy pod kocem przy świeczce i minus 10 stopniach nie było do wytrzymania więc skorzystaliśmy z sytuacji przycisnięci do muru pomogliśmy w czymś żeby mieć chociaż na jedzenie. Później zaciagnelismy długi wynajelismy mieszkanie znaleźliśmy pracę i co z tego skoro znów się sypie mój narzeczony dostał wyrok na półtora roku plus odwieszenie to będzie 4 i pół roku ja straciłam pracę i nigdzie nie chcą mnie zatrudnić bo jestem karana zostanę całkiem sama pod mostem ale najgorsze że nie będzie go przy mnie bywało gorzej ale był on. Tylko on jest moim życiem i to dla niego jestem staram się uśmiechać nie pokazywać co czuję ale w nocy gdy śpi pęka coś we mnie i nie mogę się uspokoić. I tu psychologia wymięka chcieliśmy po prostu normalnie żyć czy to tak wiele planuje to zrobić już nie długo tylko tak żeby mnie nie widział jak odchodzę bo to złamie mu serce ale on ma jeszcze kogoś i szybko się podniesie z tego. Także jeśli akurat może przeczyta to jakiś policjant, prokurator lub sędzia to mam taką małą ostatnią prośbę wysłuchaj co kierowało oskarżonym i postaraj się pomóc a nie pogarszaj sytuację bo wcale nie robisz nic dobrego!!!! Tu jak sam Pan widzi nie da się nic zrobić.

  • diess

    Kiedy mialam 15 lat zostalam zgwalcona. Dalam sobie z tym sama rade nie moglam iscc na policje poniewaz znajoma tez zastala zgwalcona a kiedy poszla na policje policjanci smiali sie z niej i czula sie tak jakby to ona byla winna. Niedawno stracilam 2ke dzieci, facet z ktorym bylam 8 lat okazal sie swinia. Zdradzal mnie najpierw z jedna przyjaciolka teraz z druga byla przyjaciolka w dodatku stracilam dom i prace. Nie widze sensu w rozmowach bo nie raz bylo mi ciezko i dawalam sobie sama jakos rade a to co mowila mi terapeutka doskonale wiedzialam. Nie pomogla mi i nie powiedziala nic nowego. Nie raz bylam „na torach” chcialam to skonczyc tylko zawsze braklo mi odwagi. Teraz znowu o tym mysle bo takie zycie to juz nie jest zycie….

    • Nie wiem co mogłaś czuć kiedy raz za razem życie się rozsypywało na drobne kawałki. Wiem jednak, że nigdy nie jest za późno i zawsze możesz spróbować ułożyć sobie życie na nowo. Nawet jeśli będzie wymagało to dużo pracy – warto. Wiem, że to dla Ciebie nic nowego ale czasami musimy sobie nawzajem powiedzieć jakąś oczywistość aby na nowo w nią uwierzyć.

  • Łukasz Sz

    Witam. Mam 40 lat. Samobójstwo to najlepsze wyjście z problemów. Wszyscy będą mieli lżej. Począwszy od córki, żony, która chce odejść po 15latach małżeństwa, a skończywszy na mnie. Żona ma syndrom DDA. Nie mam sił już walczyć z tym. Nie mogę wyrażać potrzeb, smutków, dzielić się sobą. Słyszę tylko radź se sam. Jestem winny całemu złu. Od 5 lat chodzę na terapię. Ale myśli samobójcze wracają. Dokonałem autokastracji, dokonam i samobójstwa. Tylko musi być odpowiedni moment, jak i na to co zrobiłem. Nawet wiem jak…

  • Łukasz Sz

    Widzę że mój wpis został usunięty… Miłe

  • Wiktor Doleżych

    Witam jak to wszystko czytam to zastanawia mnie jedno? Jaki twoim zdaniem jest sens życia? Nie pytam o rzeczy które się robi żeby zabić czas… żeby wypełnić pustkę egzystencji. Chodzi mi o właściwy sens życia. Ogólnie wierzę w życie poza grobowe i w Boga rzecz jasna, ale sensu tego życia nie dostrzegam. Z odpowiedzią nie musisz się spieszyć, planuje zrobić to wieczorem wiec jeszcze kilka godzin.

    • Dla każdego jest inny. Są ludzie, którzy żyją dla innych. Są tacy, którzy chcą przejść przez życie będąc w zgodzie z innymi. Są też tacy ludzie, którzy chcą być pomocni, dobrze się czują kiedy mogą komuś pomóc, rozwiązać jakiś problem – cieszą się kiedy są doceniani.

      Dla nas wierzących jest jeszcze jeden cel życia – niebo. Szczęście, które nie będzie tylko doraźną ziemską przyjemnością ale stanem, w którym przyjdzie nam żyć.

      Chciałem Ci tylko napisać Wiktor, że Twoje ostatnie zdanie było nie fair wobec mnie. Bardzo nie lubię jak się wywiera na mnie presję emocjonalną. Tyle w temacie.

  • Zawiedziony.

    Jak głąby jeden z drugim nie potraficie pomóc człowiekowi opuścić tego pojebanego świata to przynajmniej nie udawajcie, że zależy wam na tym aby go od tego odwieść. Nie chcę już żyć i czy mi ktoś pomoże odejść czy nie swego i tak dopnę a wy wszyscy śmierdzący Samarytanie won z tej strony

Subscribe without commenting




Instagram

Odwiedź profil na Instagramie